Non Stop: Modlitwą i pracą

Artykul ukazal sie w 1989 roku, w sierpniowym wydaniu miesiecznika Non Stop.

Chlopcy, którzy kiedys nie plakali – brytyjska grupa The Cure – ciezko pracujaca w tym roku. Trasa trwala trzy miesiace, codziennie jeden koncert, który wypelnial co najmniej dwie godziny. Na poczatku Skandynawia, potem Niemcy, Szwajcaria, Ausrtia… jest i Grecja. Wlochy i Hiszpania, a nwet Wegry. Zespól podrózowal samochodami (samolotem niebezpiecznie), co powiekszalo skale trudnosci calego przedsiewziecia. Niestety Warszawa nie figurowala w rozkladzie jazdy, a szkoda, bo Robert Smith, lider zespolu powiedzial na konferencji prasowej, ze bardzo chetnie zagralby w Portugalii, na Wegrzech czy w Bulgarii, poniewaz podrózuja samochodami i wlasciwie to mogliby grac w kazdym miescie, które beda mijac po drodze.

Ostatnie koncerty odbyly sie na Wembley Arena w Londynie 21, 22 i 23 lipca.

The Prayer Tour Europe 89 byl niewatpliwie sensacyjnym wydarzeniem, biorac pod uwage fakt, ze dzielni chlopcy nie pokazywali sie publicznie od 1987 roku, kiedy to zagrali pamietny koncert w Londynie.

Co robili przez ten czas? Odpoczywali. Trasa ’87 trwala piec miesiecy, potem troche mysleli, pisali slowa i muzyke, a nawet tanczyli…

W maju 1988 spotkali sie by porozmawiac „Za kazdym razem gdy nagramy plyte lub zrobimy trase, mówimy sobie – to juz ostatni raz, ale wkrótce spotykamy sie znowu, by cos wspólnie zrobic” – mówi Smith.

W czerwcu bylo juz gotowych 40 utworów. Po wstepnej selekcji pozostalo 30 tytulów, z których zostalo nagranych 17. 10 z znich znalazlo sie na krazku winylowym, a 12 na compact disc. Nagran dokonano w studiu Outside w Bershire. Wiekszosc materialu zostala nagrana na zywo za wyjatkiem Plainsong, która zostala zmiksowana pozniej podczas 10-dniowej sesji w Studio RAK w Londynie.

Tytul plyty Disintegration. Muzyka jest spokojna i wywazona. Caly LP jest zdominowany przez keyboard i szesciostrunowy bas Fendera, co wytwarza specyficzny klimat, a brzmienie poszczególnych utworów staje sie czystsze i klarowniejsze.

Krytycy uwazaja, ze nowy Cure jest ciemny i deprymujacy. Na pytanie dlaczego tworza taka muzyke Robert Smith odpowiada: „Nie uwazam bynajmniej, ze nasza muzyka jest deprymujaca czy przygnebiajaca. Tworzac oczyszczamy sie, pozbywamy sie jakiejs czesci siebie, by poczuc sie potem lzej… Nie jestem nieszczesliwy. Czuje sie nawet uprzylwilejowany mogac robic to, co robie, aczkolwiek nie jestem typowym zadowolonym z siebie i zycia czlowiekiem. Mój niespokojny duch pozbawia mnie pewnosci dzialania.”

Smith uwaza, ze powstalo zbyt duzo halasu w zwiazku z naduzywaniem przez niego narkotyków. „Przestalem palic i pic. Uwazam, ze muzyke psychodeliczna mozna calkiem niezle robic bez uzywek.”

Zmienil sie sklad grupy – odszedl Lol Tolhurst, najpierw perkusista, a potem keyboardzista, przyjaciel Roberta Smitha z lat dziecinnych. „Rozmawialismy o tym, zanim doszlo do rozstania. To jest bardzo osobista sprawa zarówno Lola, Simona jak i moja. Osobiscie uwazam, ze to jest pozytywne dla nas wszystkich, ze zrobi sobie te przerwe.”

Aktualny sklad: Robert Smith, Simon Gallup, Boris Williams, Porl Thompson i Roger O’Donnell. Do trasy przygotowywali sie bardzo starannie. Program kazdego koncertu jest inny, w zaleznosci od sytuacji jaka rozwija sie na widowni. „W czasie poprzedniego tournee bylo tak: wysylalismy naszego roadie z kamera do ludzi, by dowiedziec sie, czego chca posluchac. Potem przegladalismy ta tasme i ukladalismy program wedlug zyczen publicznosci. Wyglada na to, ze wielu chcialoby uslyszec stare kawalki. Jestesmy do tego przygotowani.”

Na koncercie w Drammenshallen zagrali tylko jeden – Boys Don’t Cry.Zanim jednak do tego doszlo, musielismy wysluchac niezbyt ciekawego supportu. Potem byla przerwa, w czasie której senna muzyka fortepianowa stwarzala „nastrój odpowiedni”, a potem bylo duzo „Kjura”, ponad dwie godziny. Sound byl znakomity, naglosnienie jeszcze lepsze. Jednak co pozostaje w pamieci – no moze nie do konca zycia, ale na bardzo dlugo- to gra pastelowych swiatel na tle dziwnej, organicznej dekoracji.

Wiele mówi sie od pewnego czasu o solowej karierze Roberta Smitha. Pomysl ten powstal pare lat temu. Smith nagral pare kawalków demo oszczednie zaaranzowanych, ale, jak twierdzi, nie czuje sie jeszcze na silach, by usiasc w studiu i zrobic gotowe wersje. Trzeba bedzie wiec jeszcze troche poczekac, zanim ukaze sie zbiór jego nowel. „Ukaza sie jak znajde kogos na tyle glupiego, zeby chcial je wydrukowac” – mówi lider The Cure.

Jest szczery w tym co robi. Nie interesuje go swiat wielkich spraw, polityki i tym podobnych. Nie bral nigdy udzialu w koncertach typu Live Aid i nie utozsamial sie z zadnego rodzaju ruchami spolecznymi czy ugrupowaniami. Pomimo iz czlonkowie kapeli sa zaangazowani w Greenpeace, nie ma to zwiazku z ich muzyka.

„Nie chcemy byc utozsamiani z zadnym okreslonych kierunkiem czy ruchem ze wzgledów artystycznych. Gdybysmy mieli zagrac koncert popierajacy cos, to odbyloby sie to bez rozglosu, a dochód bylby przekazany anonimowo. Nie chcialbym zeby ktos zobaczyl nas w TV na koncercie popierajacym np. Greenpeace i powiedzial: O k***** mac! Cure i Greenpeace? Nienawidze Cure! Pójde do sklepu i kupie sobie spray’a, zeby podniszczyc troche powloke ozonowa w atmosferze.

Zapytany o polityke i dzialalnosc takich grup jak Simple Minds i U2, Smith powiedzial: „Nigdy nie lubilem Simple Minds ani U2. Sa to grupy egzystujace na zasadzie pewnego statusu czy legendy tych wlasnie ‚wielkich spraw’. Mnie to nie interesuje.”

‚Maly swiat’ Roberta Smitha jest jednak bliski tysiacom fanów na calym swiecie, o czym swiadcza wypelnione po brzegi hale koncertowe podczas The Prayer Tour Europe’89…

Andrzej Turczynowicz

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone