Co chcielibyście usłyszeć od Roberta Smitha lecz nie macie okazji zapytać

 

OŻ KIURCZĘ PIECZONE!

W jakim kierunku podążył Cure-pociąg, napędzany stale rosnącym od 6 lat sukcesem, którego nie wyhamowały przejściowe kłopoty ani przystanki na nagranie singli w rodzaju Caterpillar czy Lovecats? Otóż- po zakończeniu trasy the Top Tour Smith zrobił sobie zasłużone 4-miesięczne wakacje, rzucił palenie, nauczył się jeździć na nartach wodnych, złagodził wizerunek, nagrał album HOTD  promowany singlem Inbetween Days. Gdzieś pomiędzy dniami wypełnionymi tym wszystkim, dziennikarce Karen Sweyne udało się zatrzymać na moment nabuzowanego energią Smitha i nakłonić go do zwierzeń. Jakich, spytacie? Czytajcie, mierzwiąc kiurowski włos.

CO CIAŁO CI POWIE CO NA TO ODPOWIE

Wziąłem sobie trochę wolnego, bo miałem dość bycia non stop z zespołem, chciałem pobyć sam. Przede wszystkim jednak to moje ciało powiedziało w pewnym momencie STOP. Byłem już na takim etapie, że nie byłem w stanie zwlec się rano z łóżka. Leżałem i myślałem – „nie dam rady, nie dam rady”. Wyłączałem wtedy telefon, i mając wszystko gdzieś szedłem znowu spać.

PRZYBÓJ PRZEBOJÓW

Nagranie hiciora zasadniczo nie zmienia niczego, przynajmniej w moim przypadku. Nigdy nie zależało nam na sukcesie w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Tak naprawdę przez pierwsze 3-4 lata przerażeniem napawała nas sama myśl o tym, ze któryś z naszych kawałków mógłby trafić na listę. Z drugiej strony, granie ciągle dla tych samych osób jest nie do pomyślenia. Nie wyobrażam sobie, że nasza publiczność starzeje się razem z nami. Jesteśmy teraz w przyjemnie komfortowej sytuacji gdy nikt nie ma bladego pojęcia, czego się po nas spodziewać –choć prawdę mówiąc nie sądzę, żeby ktokolwiek w ogóle zawracał sobie tym głowę.

ANGOL NA SUCHYM LĄDZIE

Bywamy w rozmaitych miejscach za granicą głownie dlatego, że jesteśmy ich ciekawi, albo nam się podobają. To genialna sprawa móc pojechać tam, gdzie nikt o tobie nie słyszał, bo nikomu nawet nie przyjdzie do głowy by robić z tobą wywiad. Masz wtedy mnóstwo czasu dla siebie, możesz pozwolić sobie na zwiedzanie. Wychodzi na to, że za granicą zagraliśmy nie mniej koncertów niż w Anglii. Dla przykładu, teraz wyjeżdżamy na festiwal do Grecji, w której mało kto nas kojarzy. Uważamy, że to świetny sposób, by wyjechać tam, gdzie chcemy  jednocześnie nie próżnując. Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie spędzam urlopu w takich właśnie miejscach. Nie zniósłbym sytuacji, gdzie jadę dokądś grupą ludzi bez żadnego sensownego powodu. Inna sprawa, że tylko gdy jestem z innymi ludzie reagują na mnie w normalny sposób, bo gdy jestem sam, z miejsca budzę u tubylców irracjonalną niechęć. Nienawidzę słońca, nigdy się nie opalam. Wypad do Hiszpanii wspominam jako koszmar – tkwiłem w hotelu do 19, cały dzień przypatrując się zza firanki ludziom przy basenie. Horror.

K(I)RACJA NA ZDROWIE

Powinienem naprawdę bardziej dbać o zdrowie.7 miesięcy temu rzuciłem fajki – była tro decyzja chwili podjęta pewnej nocy w Chicago. Nagle pomyślałem, że po prostu nie powinienem dłużej palić i od tamtej pory konsekwentnie się tego trzymam. Nienawidzę uczucia bycia zależnym od rzeczy materialnych. Parę lat temu przestałem jeść mięso – bo słyszałem opinie, że to zmienia człowieka mentalnie. Chciałem się przekonać, czy to prawda; na początku traktowałem to jak eksperyment, ale po kilku miesiącach nie miałem już ochoty na powrót do dawnych nawyków. Najlepsze w wegetarianizmie jest to, że przestajesz opychać się fastfoodem – nie tykasz Big Maca, tylko sama frytki.

WERSJA SPORTOWA

W trasie zdarza nam się pokopać piłkę, ale nigdy nie trwa to specjalnie długo. Lubię grać, ale w kwestii trenowania – już na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. W życiu nie biegłem do autobusu czy na samolot, już wolałbym się spóźnić. Wychodzę z założenia, że to nie koniec świata, zawsze przecież będzie następny. W miejscach takich jak Crawley, skąd pochodzę, można pojeździć rowerem, ale spróbuj tylko robić to w mieście- równie dobrze możesz od razu wyskoczyć przez okno. W zeszłym roku, podczas wakacji nad jeziorem miałem przygodę z nauką jazdy na nartach wodnych. Jeden z kelnerów miał łódź i poszedł ze mną o zakład, że nie wstanę rano na lekcję. W związku z tym następnego ranka zerwałem się o 8 po to, by przeżyć coś koszmarnego. Nie rozumiem co jest przyjemnego w ciągłym wpadaniu do wody przy prędkości 40 mil na godzinę… Rozciąłem  sobie paskudnie nogę i  wyrżnąłem twarzą o lustro wody tak, że pociekła mi krew z nosa. W efekcie wyglądałem jakbym miał czołowe zderzenie z czołgiem.

ZWIERZĘ TOWARZYSKIE

Jeśli już mam jakiś czas wolny, to ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest znowu widzieć się z chłopakami z zespołu. Nie pojmuję, jak ludzie, którzy zawodowo zajmują się muzyką mogą czerpać przyjemność z wychodzenia dokądkolwiek ze swoim zespołem? Nie sądzę, żebym w tym roku choć raz był w klubie. Czemu? Bo idiotyzmem jest chodzenie tam, gdzie jesteś natychmiast rozpoznany; styl życia gwiazdy rocka jest absurdalny, o wiele sensowniej jest skoczyć po prostu do pubu lub na domówkę.

W domu nie słucham płyt. Rozkoszuję się za to czytaniem i obcowaniem ze sztuką wizualną. W ubiegłym roku postanowiłem nadrobić braki w wykształceniu i przeczytać wszystkie książki, które ludzie zakładają że znam. Niestety okazało się, że wiele tak zwanych klasyków jest dla mnie po prostu niestrawnych. Sam chciałbym umieć pisać. Co roku podejmuję próbę napisania książki, ale za każdym razem łapię się na tym, że to co piszę niekoniecznie oddaje to, co myślę i wtedy przez kilka godzin usiłuję dojść, co tak naprawdę miałem na myśli. Jest to tak potwornie męczące, że w końcu czuję, że muszę się położyć…

Lubię chodzić do kina. Widziałem „2010” ale nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Przez całe lata moim ulubionym filmem był „2001” – oglądałem go 12 razy. Do kina szedłem sam i zostawałem na 3 seanse pod rząd. Ostatnio byłem na „Ghostbusters”. Nie mogłem doczekać się seansu bo myślałem, że wszyscy ludzie na sali  będą głośno śpiewać.  Tymczasem na widowni były tylko 4 osoby i jedyna osobą, która śpiewała byłem ja. Trudno, pomyślałem, postanowiłem sobie, ze będę śpiewać, to zaśpiewam.

BYĆ JAK THE CURE

Nigdy nie myślałem, że granie w tym zespole stanie się czymś, co zajmie mnie na tak poważnie i na tak długo. Już kończąc szkołę wiedziałem, że praca w stałych godzinach nie jest dla mnie, jestem do czegoś takiego fizycznie niezdolny. Kiedyś zdarzyło mi się pracować podczas świąt jako listonosz, ale trwało to zaledwie trzy dni, bo nie byłem w stanie wstawać rano na czas. Raz pracowałem tez jako ogrodnik i nawet mi się to podobało, ale niestety okazało się, że mam alergię na pyłki – nabawiłem się kataru siennego i musiałem zrezygnować.

Jest wiele rzeczy, które chętnie bym robił, ale nie wydaje mi się, żebym potrafił w tym wytrwać. Nie jest to postawa pasująca do dzisiejszych czasów, gdy nie bardzo możesz sobie przebierać i robić raz to, raz tamto. Jestem w wyjątkowo korzystnej sytuacji, bo mam całkowitą kontrolę nad tym, co robię  – i postrzegam siebie jako jedną z niewielu osób, które są pewne tego, czym się zajmują i są w tym stałe. Niemniej jednak, coś takiego jednak psuje człowieka. Nie rozumiem, czemu tak wiele zespołów degeneruje się tylko dlatego, że wolno ci wtedy  drzeć się na innych, a oni skaczą jak im zagrasz. Nigdy nie otaczaliśmy się lizydupami, ani nie potrzebowaliśmy nadwornej asysty ludzi z wytwórni którzy wyręczaliby  nas w każdej idiotycznej czynności. Cenisz sobie wiele rzeczy wiele bardziej, jeśli możesz robić je sam. I częściej spóźniasz się na samolot …

NIECH CI SIĘ PRZYŚNI SIEDEM WIŚNI

Ludziom zdaje się, że bardzo dużo śpię, ale to nieprawda. Bardzo bym chciał, ale nie mam na to czasu. Mam pokręcone sny, ale chyba jak każdy. Mało kto chyba śni o normalnych rzeczach.

Oczywiście, czerpię pomysły ze snów – weźmy chociaż nasz ostatni album, „Head on the Door” dla którego inspiracją były senne koszmary jakie miałem w dzieciństwie. Sen o uciętej głowie na drzwiach zawsze zwiastował u mnie zbliżającą się chorobę. Ostatniej nocy przyśniła mi się bransoletka z pereł, która pękła w mojej głowie, a perły wypadały mi oczami.

KJUR LAJW

Nigdy nie stresowało mnie wychodzenie na scenę –z wyjątkiem pierwszego razu, gdy zaśpiewałam nie tę piosenkę, co trzeba. Nikt z zespołu nawet się nie zorientował, ale uczucie było i tak paskudne. Obecnie jestem na takim etapie, że wszystko co mógłbym zrobić źle już zrobiłem, więc niewiele może mnie jeszcze zaskoczyć.  Mam też to szczęście, że jestem krótkowidzem i prawie nic nie widzę, więc nie ma dla mnie znaczenia, czy na widowni jest 1000 czy 100.000 osób, bo i tak widzę tylko pierwszy rząd.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone