Recenzja Kruka

Mija prawie 20 lat od premiery filmu Kruk i płyty z muzyką do pierwszej części tej sagi. Album wydany 29 marca 1994 roku otwiera Burn, utwór The Cure, którego fragment można usłyszeć także podczas filmu.

W wigilię Halloween, przed dzień swego ślubu ginie dwoje młodych ludzi. Shelley Webster zostaje brutalnie zgwałcona i zamordowana a jej narzeczony – muzyk rockowy Eric Draven, (w rolę którego wcielił się Brandon Lee) wypada przez okno i umiera na miejscu. Jego dusza jednak poprzysięga mordercom zemstę. Dokładnie rok później również w Halloween Eric powraca. Nie jest żywy ale nie jest też martwy. Towarzyszy mu Kruk – jego łącznik ze światem żywych. Po kolei odszukuje odpowiedzialnych za swą tragedię. Morduje ich, spłacając dług, a być może dusza jego znajdzie wreszcie ukojenie.

Film ten stał się kultowym i do dziś często sięga się po niego. Jego produkcja owiana była ogromną tajemnicą. Podczas kręcenia sceny, w której Brandon Lee miał być postrzelony stała się tragedia. W pistolecie używanym podczas kręcenia sceny ktoś zmienił pociski na ostre. Aktor podzielił los swojego ojca, Bruce’a Lee, który zginął w równie nie wyjaśniony do dziś sposób. Film ukończono z udziałem dublera. Niedawno ukończono trzecią część Kruka zatytułowana „Salvation”. Jest to jednak odgrzewanie starego kotleta ponieważ przeszedł bez echa, tak samo, jak jego druga część, która wyreżyserował autor wielu teledysków The Cure – Tim Pope. 

Sukces muzyki do pierwszego „Kruka” przeszedł najśmielsze oczekiwania. Na płycie znalazły się utwory zespołów znanych, lecz działających poza komercyjną sceną. Pantera, Nine Inch Nails, Stone Temple Pilots to grupy w pośród których znalazł się The Cure z otwierającym cały album utworem „Burn”. Dopiero płyta z super produkcji „Matrix” zawierająca podobną muzykę była w stanie dorównać „Krukowi” popularnościa.

Grzesiek

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone