„Czy filmy koncertowe ze smartfonów są przyszłością?” – dyskusja o „The Cure Łódź Multicam” w Deutschlandradio Kultur

Podcast fragmentu audycji „Kompressor” z dn. 12 grudnia 2017.

Tłumaczenie audycji Deutschefunkkultur.de

Smartphony to prawdziwa zaraza na koncertach. Jeśli ma się kiepskie miejsce, to widać tylko wystające telefony i małe postaci na ekranach. Koncert traci charakter. Polski fan zespołu pokazał jednak ile potencjału drzemie w takich nagraniach. Zebrał je od uczestników koncertu i zrobił z tego profesjonalny film. Nasz redaktor obejrzał go.

Wspaniałe przywitanie Roberta Smitha. Niektórzy ludzie z pierwszego rzędu wyciągają do góry ręce. Totalny odlot przed sceną. Cały zespół już na niej jest, kiedy ta pokrywa się zielonym światłem. Super. Centralnie z tylnych rzędów widać tylko głowy fanów, a dalej tylko sylwetki zespołu i samą scenę.

Marcin Marszałek nie jest żadnym profesjonalnym montażystą, ale to co zrobił, poświęcając wiele godzin – z materiałów wideo zarejestrowanych telefonami komórkowymi na koncercie The Cure w październiku 2016 w Łodzi – warte jest obejrzenia. Film „The Cure Łódź Multicam”, który sklejał miesiącami, po części wygląda jak profesjonalne nagranie z koncertu. A momentami wręcz przerasta takie produkcje. „Weźmy na przykład utwór A Forest – mamy tutaj 21 różnych ustawień. Tak dużo kamer nie mają żadne telewizyjne produkcje.” – mówi Marszałek.

Przez pół roku Marcin Marszałek i jego kolega Jacek Brzozowski przeglądali nagrania nadesłane od prawie tysiąca uczestników koncertu. Ostatecznie powstał film z wybranych około osiemdziesięciu źródeł, który trwa ponad 2,5 godziny i jest do ściągnięcia na stronie internetowej. Od Świąt Bożego Narodzenia powinien być też dostępny w pełnym wymiarze na YouTube.

Kiedy ogląda się ten amatorski film można być zaskoczonym, jaką dobrą jakość obrazu udało się zebrać. „Mówimy tu o HD, czasami nawet Blu-Ray” – dodaje Marcin Marszalek. Jasne, że nie każdy uczestnik koncertu utrzymuje ręke stabilnie. Czasami tu i tam obraz się przesunie. Takie są właśnie filmy kręcone komórką. Ale wtedy jeszcze nikt nie wiedział o planach, żeby zebrać te wszystkie nagrania w jeden film: „Nie jestem za tym, żeby ludzie nagrywali całe koncerty. Nie chciałem być odpowiedzialnym za to, że ktoś nagrywa przez większość część wieczoru. Dlatego dopiero dzień po koncercie ogłosiłem swój pomysł.”

Jak mówi samemu chętnie filmuje koncerty, ale tylko przez kilka minut.”Oglądam to potem bardzo często. To jest jak zdjęcie. Sprawia, że czuję się szczęśliwy wspominając te momenty. To jest trochę tak, jak podczas oglądania DVD z tego koncertu. A to jest dodatkowo twoje własne dzieło.”

The Cure od ponad 10 lat nie wydali żadnego koncertu w formie wideo, co dla Marcina Marszałka było głównym powodem powstania projektu. Czego jedynie brakuje w nagraniach, jak na przykład eleganckich najazdów kamer i perfekcyjnych ustawień, nadrabia bliskością i autentycznością. Od czasu do czasu rzeczywiście można poczuć, oglądając „The Cure Łódź Multicam”, jakby się stalo w środku publiczności. Tam z przodu wielki typ, który swoją głową zasłania Roberta Smitha. Na lewo ktoś, kto nie potrafi rytmicznie klaskać. O! A tam na prawo ktoś znowu wyjął telefon i zaczyna filmować.

***

Czy po nagraniu pierwszego takiego filmu koncertowego, wkurzający innych, wysoko trzymający telefony ludzie zostaną w pewnien sposób wytłumaczeni? Henry Keazor, Profesor nowej i najnowszej historii sztuki, bada muzykę video na Uniwersytecie w Heidelbergu:

„Sam sie nad tym zastanawiam. Z jednej strony można powiedzieć, że nagranie robi wrażenie”.

Tylko tyle można powiedzieć? Przecież cały koncert został nagrany. Nie brakuje ani minuty nie sfilmowanej na koncercie.

„Tak, dokładnie. Właśnie z tego powodu teraz zwracamy uwagę na wyciągnięte ręce, ludzi chowających telefony i włączajacych telefony. Dlatego jestem zachwycony i nie zachwycony. Z jednej strony sam wiem, że niektórym to strasznie przeszkadza i są artyści, którzy proszą o wyłączenie i schowanie telefonów, co i tak ignorują fani. Z drugiej strony jestem zachwycony, jakie to daje efekty. Ludzie mogą teraz oglądać koncert z innego miejsca niż byli w rzeczywistości. Dlatego jestem rozdarty.”

Zdumiewające jest, że film ten stworzył polski fan, który nie jest żadnym profesjonalistą, nie jest montażystą. Dźwięk zmiksował najprostszymi programami, a pomimo tego jest profesjonalnie i brzmi dobrze. Jaka jest różnica w takim razie między normalnymi filmami koncertowymi, za które artyści muszą płacić tysiące euro?

„Tak, to jest fascynujące. Na początku wydaje się, że jakość obrazu i dźwięku jest doskonała, ale potem zaczyna czegoś brakować, a może nie? Na pewno nie ma ruchu kamer. Podczas profesjonalnych nagrań mamy dźwigi z wiszącymi kamerami, kamery na dronach, które latają nad publicznoscią. Są kamery na scenie, które się poruszają wokół muzyków. Tego wszystkiego nie ma w tym filmie. Ale ma on swoja jakość poprzez wyrafinowany montaż, gdzie ludzie z różnych miejsc i pozycji na sali odbijają się i jednoczesnie powstaje efekt rzeki, to znaczy, że zastanawiałem się, kiedy nastąpi ten moment, kiedy się z tego wyrwę i pomyślę, że oglądam film z koncertu. Jest to w sposób wyrafinowany zmontowane, przechodzenie jednego ujęcia w drugie. Można wyczuć, że jest to zrobione z wrażliwością i autor dba o szczegóły, bo widać przejścia, pasaże. Druga sprawa, że nie można śledzić muzyków na scenie, ale to nie przeszkadza, ponieważ nadaje filmowi autentyczności, ma się uczucie bycia na koncercie i to w dodatku w różnych miejscach sali.”

Słyszę więc jednak wiecej pozytywów. Czy zatem ten rodzaj kręcenia filmów znajdzie naśladowców w przyszłości?

„Myślę, że tak. Już teraz można na YouTube znaleźć różne filmiki kręcone telefonami, oczywiście nie takiej jakości jak ten. Ideą jest personalizacja przeżyć uczestników koncertów. Można się zastanawiać, dlaczego takie filmy, o takiej jakości są umieszczane na YouTube? Bo właśnie z jednej strony chodzi o coś osobistego – to są moje przeżycia – a z drugiej strony jest to przeciwieństwo przypudrowanych filmów koncertowych. Tu jest to coś z surowości i niedojrzałości. Kolejny poziom to ich strona internetowa, gdzie można ściągnać okładki do DVD, plakaty i zdjecia. To jest bardzo profesjonalne i również znajdzie naśladowców.”

Postawmy się teraz w miejscu artystów. Tak jak Pan wspomniał wcześniej, na koncertach Alicii Keys, czy Guns’N’Roses smartfony nie są mile widziane. Gwiazdy nie chcą być tak filmowane. I teraz jak patrzę na Roberta Smitha, który najmłodszy nie jest, ma może jakiś powód, żeby nie wydawac koncertowej płyty DVD od ponad 10 lat? Poza tym, czyż niedobór nagrań koncertowych nie zwiększa popytu na bilety?

„Tak, to jest jedna z przyczyn, ale z drugiej strony, kiedy my nawet o tym rozmiawiamy, to wyraźnie widać jaka to jest reklama dla zespołu. Zaraz też przyszła mi do głowy kwestia, jak sobie poradzić z sytuacją prawną, kiedy artystka bądź artysta sobie tego nie życzą, mogą się temu naturalnie przeciwstawić? I można to doskonale zrozumieć, kiedy w grę wchodzą sprzeczne motywy. Sam Pan wspomniał, że niedobór nagrań koncertowych zwiększa popyt na bilety. Z drugiej strony wyobrażam sobie, że człowiek po obejrzeniu takiego filmu sam kupi bilet, żeby obejrzeć koncert na żywo.”

Ja osobiście uważam, że kręcenie filmików na koncertach jest tak samo denerwujące, jak robienie sobie selfie z gwiazdami. Zamiast przeżywać moment, myśli się tylko o podzieleniu się ze światem swoim trofeum na Twiterze, czy YouTube, a przegapia się ten „real thing”, prawdziwe przeżycia. Czy nasze negatywne opinie o filmach kręconych podczas koncertów zmienią się po tym filmie, o którym możemy powiedzieć – wow! Jaki profesjonalny?

„To wszystko zależy, jak to jest zorganizowane. Sam autor filmu mówił, że nikogo nie zmuszał do kręcenia całego koncertu przez dwie godziny, tylko patrzył kto akurat filmuje i skręcił z tego film. Myślę, ze jest to opcja, z którą można żyć, kiedy telefon nie jest trzymany permanentnie w górze i permanentnie nie nagrywa się filmu, bo to strasznie denerwuje podczas koncertu. Nie tylko na koncertach. Jestem historykiem sztuki. Byłem niedawno w Rzymie, w Kaplicy Sykstyńskiej. Żaden człowiek nie patrzył w górę. W górze trzymali tylko telefony i tablety. Filmowali bądź fotografowali, nie ogladając tego na żywo. Później w domu, jesli wogóle to oglądają, to patrza na to jak na konserwę, muzykę z taśmy. To niestety dotyczy wszystkich obszarów naszego życia.”

Henry Keazor, Profesor nowej i najnowszej historii sztuki, bada muzykę video na uniwersytecie w Heidelbergu. Rozmawialiśmy o pierwszym filmie koncertowym nagranym wyłącznie urządzeniami mobilnymi. Do obejrzenia na polskiej stronie fanow The Cure. Dziękuję bardzo profesorze.

„Dziękuję.”

 

Tłumaczenie: Michał Piechowski

„The Cure Łódź Multicam” można obejrzeć pod tym adresem: thecure.pl/multicam

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone