Record Store Day. Grzesiek: Moja kolekcja płyt winylowych…

The Cure zawsze dbali o swoje wydawnictwa czy to CD czy w formie płyty analogowej czy też w jakiejkolwiek innej. W swojej dyskografii mają kilka perełek – wydania na kolorowym winylu czy limitowane wersje w specjalnym pudełku i z dodatkami. – Przy okazji obchodzonego dzisiaj „Record Store Day” zapraszamy na rozmowę Marcina Marszałka z Grześkiem, który kolekcjonuje dyskografię The Cure na płytach winylowych…

Co jest takiego fascynujacego w kolekcjonowaniu płyt winylowych? Jest to przecież swego rodzaju technologiczna prehistoria… A jednak analogi znowu wracają na półki sklepowe. Dlaczego?
Grzesiek: Na to pytanie chyba każdy kolekcjoner odpowie wg własnego uznania. Ja cenie wydania winylowe za to, że to coś więcej niż tylko plastikowe pudełko z okładką 12x12cm i błyszczącą płytą. Owszem jest to trochę technologiczna prehistoria, bo płyty jednak niszczą się przy każdym odtworzeniu (choć w dobrych gramofonach efekt ten zminimalizowano), to jednak dla średnio wprawnego ucha winyl wciąż ma lepszą jakość dzwięku. Poza tym biorąc do ręki płytę winylową niejako przenosisz się do czasu, gdy była wydana. czujesz tę muzykę. Również bardziej świadomie uczestniczysz w samym procesie odtwarzania – tu nie ma tak prosto jak w CD, nie możesz wcisnąć play czy nawet zapętlic cały album. Sam opuszczasz igłę, a później po 20-kilku minutach przękrecasz na drugą stronę. Według mnie można by to porównać do tradycyjnych wydań książek i do ich elektronicznych wersji. Owszem pliki komputerowe zajmują mniej miejsca, mozna je łatwo przeszukiwać, ale wydania papierowe wciąż cieszą się popularnością wśród czytelników. To samo jeśli ktoś kolekcjonuje stare samochody. Owszem nowe mają lepsze osiągi, ale stare mają to ‚cos’.

Pamietasz swój pierwszy winyl? Co to było?
Pierwszy winyl to na pewno coś z kolekcji starszego brata, bo to on zaraził mnie miłością do muzyki (łącznie z The Cure!). Jeśli chodzi o zakup, który dokonałem sam to pewnie jakieś polskie płyty z lat 80-tych.

Ktoś kiedyś powiedział, że płyta kompaktowa zabiła okładkę. Czy ważne jest dla Ciebie jak płyta jest wydana? Czy wydania kolekcjonerskie mają specjalne miejsce na półce?
Chyba coś takiego powiedział nawet sam Robert. Oczywiście, że ważne jest jak płyta jest wydana. na szczęście wydania winylowe są zazwyczaj dość bogate. Czasami zdarzają się specjalne limitowane wersje, które na pewno są zawsze perełkami w kolekcji i mają specjalne miejsce.

Od którego albumu rozpocząłeś zbierać dyskografię The Cure?
Pierwszy winyl The Cure to „Faith” – jedna z moich ulubionych płyt. Zakupiony na aukcji internetowej. Później już poszło lawinowo.

Pamietasz moment kiedy zdecydowałeś się na kolekcjonowanie płyt?
Tak naprawdę, gdy świadomie wkraczałem w świat muzyki płyta cd dopiero raczkowała na polskim rynku. Wtedy kupowało się winyle. Później przyszedł czas zachłysnięcia się nową technologią i wiele płyt wychodziło tylko na CD. Tak jak wspomnialeś wcześniej od jakiegoś czasu sporo część płyt wychodzi znów i na czarnym krążku, choć to pewnie i tak tylko mały procent wydawnictw. Jakiś czas temu, gdy część starszych wydawnictw The Cure stała się dla mnie bardziej przystępna zdecydowałem, że będę zbierał analogi, a wersje CD rozdam rodzinie i znajomym. tak też się stało. Jedyny album The Cure jaki posiadam na CD to „Disintegration”. W przypadku The Cure przez wiele lat wiele ich utworów była dostępna tylko w wersji czarnej płyty, co dodatkowo zwiększało wartość kolekcji. Niestety później wyszedł „Join the dots…” i wszystko wzięło w łeb (śmiech)… oczywiście żartuję. Wielu fanów, łącznie ze mną, uważa za strzał w 10 pomysł wydania opublikowanych wcześniej tylko na winylu nagrań w formie CD.

Jeśli komuś opowiadasz o swojej kolekcji płyt The Cure to od którego albumu zaczynasz…?
Rzadko opowiadam, bo niewielu to interesuje (śmiech) a jeśli już ktoś się trafi to zazwyczaj zaczynam od czegoś co nabyłem ostatnio. Rzadko są to jednak albumy, bo tych jest tylko kilkanaście. Częściej są to single lub maxi-single. The Cure zawsze dbali o swoje wydawnictwa czy to CD czy w formie płyty analogowej czy też w jakiejkolwiek innej. Akurat w okresie 1989, na którym się skupiamy jest kilka perełek – wydania na kolorowym winylu czy limitowane wersje w specjalnym pudełku i z dodatkami.

Ile masz wydan albumu „Disintegration”?
Jeśli mowa tylko o winylach to (jako, że skupiam się gółwnie na angielskich wydania ich płyt) mam dwa wydania – tzw. normalne i picture disc czyli wydanie, które zamiast czarnego winylu ma kolorowy ze zdjęciem z okładki płyty. Z przykrością muszę stwierdzić, że „Disintegration” to chyba jedyna płyta The Cure, która na winylu jakoś nie brzmi do końca. Zdecydowanie wole jej słuchać z CD – lepsza jakość i dodatkowe utwory. Podejrzewam, że wadliwie została wytłoczona tzw. płyta-matka i później z niej wszystki inne kopie.

Czy któraś z nich kupiłes w roku 1989?
Niestety nie. W 1989 bardzo trudno było zdobyć płyty zachodnich wykonawcow, a jeśli były dostępne to za cenę połowy ówczesnej średniej pensji. Tak naprawdę przygode z kolekcjonowaniem albumów The Cure zacząłem na poważnie koło roku 2000.

Długo trwalo zebranie tych wszystkich wydawnictw The Cure z okresu „Disintegration”?
Zbieram je cały czas. Wciąż nie mam kilku 7-calowych singli, ale to może dlatego, że skupiam się zazwyczaj na wydaniach 12-calowych z wydłużonymi wersjami piosenek ze strony A i z dodatkowymi utworami na stronie B. Z racji, że są to wydania 20-letnie nie kupi się już tego w sklepie. Zazwyczaj trzeba polować na okazje.

Czy słuchasz muzyki ze swoich płyt winylowych, czy większość czasu lezą na półce?
W domu jeśli tylko mam chwilę na słuchanie muzyki zdecydowanie słucham winyli, zresztą głównie The Cure.

Myślisz, że powiesz kiedys „stop”, czy kolekcjonowanie to jest jak nałóg który trudno zatrzymać?
Mam nadzięj, że nigdy nie powiem „stop”. Trudno to raczej zatrzymać. Zawsze znajdzie się jakaś perełka, której się jeszcze nie ma, a która akurat można kupić mniej lub bardziej okazyjnie…

Skąd czerpiesz informacje na temat wydawnictw The Cure?
Głównie z internetu lub kilku starszych książek o The Cure. W internecie można znalźć informacje o różnych wydaniach, skany okładek, opisy. To chyba najbardziej obszerne źródło, jeśli chodzi o tego typu informacje.

Gdzie kupujesz płyty?
Nowe wydania z sklepach płytowych, starsze głównie na aukcjach internetowych

Twój ostatni zakup to… ?
Lovebox – 7-mio calowe limitowane wydanie singla „Lovesong”. Poza singlem zawiera reprodukcje okładki na płótnie. Całość jest zapakowana w dodatkowe pudełko.

Weźmy taką sytuację. Jesteś w sklepie, żeby kupić najnowszy album The Cure, ale pieniędzy wystarczy Ci tylko na jedno wydawnictwo. Wybierasz płytę kompaktową czy analogowa?
Zdecydowanie płyta analogowa! Być może wynika to z faktu, że nie zbieram już albumów CD jeśli tylko na rynku dostępna jest wersja winylowa. „4:13 Dream” posiadam rownież tylko w wersji analogowej. Ale żeby nie było, że jestem ortodoksem, to single z ostatniego albumu mam w wersjach CD i na winylu.

Rozmawiał Marcin Marszałek przy okazji „20 lat Dezintegracji” na www.thecure.pl

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone