Liryczne Antidotum

Z okazji kolejnych urodzin Smitha (56.), a także mojej małej rocznicy „kjurowania” (darujmy sobie której…), za „namową” Szacownego admina Marcina, postanowiłem zrobić małą retrospekcję moich tekstów – wierszy inspirowanych, często z lekkim przymrużeniem oka, twórczością Smitha i muzyką The Cure, a którymi, od 2004 roku, miałem możliwość i przyjemność dzielić się z wszystkimi Szanownymi Forumowiczami z najlepszego pod słońcem i wciąż niezastąpionego polskiego forum TC. (forum.thecure.pl).

* * *

wciąż czekasz na ten jeden pocałunek
wczoraj wydarzyła się tragedia
nie mówię nic poza tym
co napisane
oddechy splecione powiewem wiosny
milczenie za wszelką cenę

wciąż czekasz na ten jeden pocałunek
stracone nadzieje na coś więcej
za nami ogniste niebo
rozpala dalekie horyzonty
zapachy ciał w uścisku
życzenie niemożliwego

tak niewiele mogę ci dać
wciąż prosisz o więcej
tak niewiele mogę zrobić
by zatrzymać cię na zawsze…

…bo przecież każdy z nas, ma takie chwile, że pragnie, że chce, że kocha, że rozplywa się w , szczęściu i spełnieniu. Tak samo, jak w chwilach, których każdy z nas doświadcza, boleśnie, kiedy nienawidzi, odrzuca, cierpi, zatraca się w pustce, samotności, rozpaczy – kiedy po prostu, gdzieś w kącie pokoju, samotnie „umiera” – chyba każde z nas tak ma…Mam i ja, od lat, czego skutkiem jest moje pisanie, które często, mówi o mnie więcej, niż jestem w stanie wyrazić głośno, wprost, mówiąc, czy krzycząc. Smith podobnie, od kiedy zaczął się „udzielać” publicznie, społecznie, artystycznie – również, „uciekał ” w pisanie, w tworzenie… Może to właśnie jakoś szczególnie wpłynęło na moją „relację z Nim”? Może Jego potrzeba wyrażenia siebie, częściej przez tekst utworu, czy dźwięki muzyki, spowodowały, że kiedy wszyscy inni odchodzili przez te lata – On zawsze był „obok”? Może… ma tak większość z nas? Nie czuję się wyjątkowo – nie jestem wyjątkowy. Piszę…kiedy nie potrafię inaczej wyrazić tego, co czuję każdą cząstką siebie niewyrażalną słowem. I czasami, piszę pod wpływem The Cure właśnie…

* * *

piasek i morze rośnie

znów we mnie
zastygłe powietrze
strzępy wspomnień
ostatni skurcz wiosny pod
moim płucem
niedopatrzenie

jestem w piekle czy jeszcze

słodki pocałunek zdrady na
moich ustach
ropieje

fala za falą w głębokiej zimnej
wodzie
spotykamy się co noc
zupełnie jak
obcy rozbitkowie

czy pamiętasz ten dzień
kiedy słońce świeciło tylko dla nas
czy pamiętasz ten moment
kiedy niebo krzyczało do nas
blaskiem a kolorowe ptaki
tańczyły nam nad głowami

piasek i morze
gęste powietrze
wspomnienie niespełnionych życzeń
kiedy oboje byliśmy tacy młodzi
kiedy oboje karmiliśmy swoje żądze
kiedy…

a teraz życie ucieka
między palcami
czas się zagubić na nowo i
odejść w nieznane

… bo przecież każdy z nas to zna, uczucie zachwytu i bezdechu, przyspieszonego tętna i zatracenia w nieznanym. Ileż w nas tęsknoty za tym, co minione, a ile pragnienia za tym co urojone…Piszę sobie czasem, żeby dać wyraz nostalgii, smutku, kreując kogoś, kim tak naprawdę nie jestem. Myślę, Smith przez wiele lat, pisząc w pierwszej osobie, miał na myśli przeżycia i doświadczenia zupełnie kogoś innego.

A teraz, zostawiam już Was z moimi wierszami, niech one dopowiedzą resztę, choćby w małym fragmencie…

ten koniec świata
jeden moment i
mógłbym poczuć się
jak na końcu świata

zostań ten jeden raz na dłużej
oddaj ostatni pocałunek
zrób ze mną co chcesz
niech zatrzęsie się ziemia

chcę poczuć się tak
jak nigdy przedtem
chcę poczuć w
kościach w nerwach
gotującej się krwi
spraw bym eksplodował
jak przy końcu świata

wystarczy tylko jeden
magiczny moment i
będę twoim
końcem świata

one more time
podejdź kochana
wyciągnij ramiona i
przytul mnie
przytul jak zwykłaś tulić wiosnę
chwyć mnie mocno
jak nauczyłaś się chwytać w dłonie
powietrze
przestrzeń
niebo nad nami

podejdź kochana
zbliż się
weź mnie w swe ramiona
bezbronnego jak dziecko
trzymaj mnie tak
już na zawsze
przez cały czas

bezruch
patrz
tam leży człowiek
może ostatni
na pewno pierwszy
tej nocy

tylko nasze koty
śpią o tej porze a
wrzask za oknem
brzmi tak niewinnie
patrz

tam leży człowiek
nieprzytomny
na pewno ostatni
na tej drodze

* * *

wiatr nas zaprosi do zabawy
deszcz łez zatopi wesołe twarze
szeptać będziesz mi do ucha
w każdy kolejny dzień i
każdą kolejną noc

miłość tak zmienna jest
piękna i beztroska
innym razem znów
ślepa i głupia

popatrzę na ciebie jak dawniej
ocaleję dla wszystkich kolorowych snów
będę śpiewał twoje ulubione piosenki i
śmiał się i robił miny jakie lubisz i

nie pozostanie tobie nic innego
wiatr deszcz i łzy ogladane za oknem
schowany pod powieką malutki
skrawek prawdziwej miłości

dlaczego to nie możemy być
my…

lekarstwo
chcę zwalczyć tę chorobę
znaleźć…

zmiksujmy setki niemożliwych życzeń
wypowiedzianych znad krawędzi
głębokiego zielonego morza tak
głębokiego jak Twoje spojrzenie i
unieśmy swoje ramiona wysoko
wysoko do nieba

chce zwalczyć tę chorobę
znaleźć lekarstwo i
receptę na japoński sen u
Twoich stóp

autor: s’the figurehead

Wszystkiego najlepszego dla Roberta Smitha!

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone