LITERACURE’A: Femme Fatale

Postać Kazimierza Kyrcza powinna być znana wszystkim miłośnikom literackiej grozy. Pisarz, którego można kochać, lub też nienawidzić, ale z całą pewnością nie można przejść obok niego obojętnie. Kyrcz debiutował opowiadaniami napisanymi wspólnie z Dawidem Kainem pod szyldem „Piknik w piekle. Współczesne opowiadania grozy” i gdyby w recenzowanym „Femme fatale” swój udział miałby również Kain, mielibyśmy pięknie zatoczone koło historii. Po raz czwarty.

Kyrcz wydał jednak „Femme fatale” samodzielnie, co jest już jego drugą, po fabularnej „Podwójnej pętla”, książką. I jak już przyzwyczaił nas sam autor – mamy zwięźle, lekko, choć z rzadka i przygnębiająco, ale co najważniejsze wciągająco napisany zbiór piętnastu opowiadań. W całość znakomicie wpisuje się pogłos wybitnego filmowca Abela Ferrary, czyli narracje osadzone są w wielkomiejskim zgiełku, obleśnych uliczkach szaroburej, betonowej dżungli i w trzewiach blokowisk, w których Ferrara jak i Kyrcz najwyraźniej uwielbiają osadzać fabuły większości swoich historii.

Swego rodzaju tłem, co w Kyrczu lubię chyba najbardziej, jest jak zawsze Robert Smith, frontier zespołu The Cure. Kyrcz w dający się już wiele razy zauważyć, mistrzowski wręcz sposób parafrazuje piosenki Smitha, zgrabnie wplątując je w całość swoich opowiadań. Będziemy mieli więc gościa zakochanego w piątek i mnóstwo innych tego typu podobnych odniesień. Wydaje mi się, że „Femme Fatale” najprzyjemniej będzie się czytać właśnie z włączonymi gdzieś w tle szlagierami The Cure. No i rzecz jasna w towarzystwie jakiejś czarującej, fatalnej kobiety, bo to właściwie o nich i poniekąd dla nich dedykowany jest ten zbiór. Kobiety, chemia, namiętność, zbrodnie, poćwiartowane ciała i monopol na pomoc w udzieleniu samobójstwa to wszystko i o wiele więcej, co znajdziemy w najnowszej książce Kyrcza.

Paradoksem wybitnych artystów jest to, że ciężko jest im przeskoczyć swoje najlepsze publikacje i w tym wypadku napisanie czegoś lepszego, czegoś więcej od tego, do czego przyzwyczaił nas Kyrcz było rzeczą ogromnie ciężką do zrobienia. Z jednej strony prozę Kyrcza znam dobrze, także w odpowiedzi na swoiste deja vu chciałoby się dodać „ale to już było…” i wrzasnąć, że przydałoby się również kilka surrealistycznych rysunków do których autor nas przyzwyczaił, jednak z drugiej strony dostałem zbiór autentycznie interesujący, prawdziwy, dobrze czytany i często z intrygującymi twistami na końcu. Jest to zatem świetna, swego rodzaju przekrojówka jego pomysłów, rozwiązań i olbrzymiego talentu, która śmiało może ścigać się z najciekawszymi zbiorami opowiadań wydanymi na naszym podwórku.

Kto zatem chce spotkać Kyrcza w pigułce, śmiało może sięgać po „Femme Fatale”. Spotkamy tutaj co najlepsze u autora, ponieważ krakowski pisarz to solidny rzemieślnik, który zawsze z opresji wyjdzie obronną ręką, i jako fan jego twórczości śmiało mogę recenzowany zbiór polecić dosłownie każdemu. Szczególnie, że zbliża się jesień.

Miłosz „J.M” Górniak

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone