LITERACURE’A: Robert Smith. The Cure.

The Cure na światowej scenie muzycznej jest zjawiskiem niezwykłym, wymykającym się klasyfikacjom i schematom. Zespół, którego historia sięga 1976 roku, przeszedł długą artystyczną drogę, kształtując swój unikalny styl dziś zaliczany do rocka alternatywnego. Na poszczególnych etapach tej podróży podbijał serca kolejnych rzesz fanek i fanów. Burzliwą, pełną wzlotów i upadków, konfliktów i olśnień historię zespołu możemy dziś prześledzić przez pryzmat biografii jej lidera – dzięki wydanej w marcu książce Robert Smith. The Cure.

Nie mam zwyczaju oceniać książek po okładce, ani zaczynać recenzji od komentarzy dotyczących wydania, w tym wypadku jednak trudno się powstrzymać. Opowieść o The Cure jest wydana naprawdę elegancko – twarda oprawa, znakomitej jakości papier, interesujące opracowanie graficzne i wkładka z kolorowymi ilustracjami – książka nie tylko ładnie wygląda na półce, ale dostarcza oczom przyjemnych wrażeń także po zajrzeniu do jej wnętrza. Jest to zresztą cecha charakterystyczna całej serii „Gwiazdy sceny” wydawanej przez Anakondę. W tym obszarze jedynym mankamentem publikacji są pojawiające się od czasu do czasu literówki i potknięcia korekty, nie odebrało mi to jednak przyjemności z czytania.

Richard Carman prezentuje w swojej książce trzydzieści lat historii zespołu, oraz okres jeszcze wcześniejszy, czyli Roberta Smitha „sprzed The Cure”. Opisując losy grupy, autor sięga do korzeni, kiedy jeszcze Smith, Dempsey, Tolhurst i Ceccagno (a wkrótce później, na krótko, także Thompson) grali covery Davida Bowiego, Jimiego Hendrixa czy Thin Lizzy pod szyldem Malice a później Easy Cure. Już wówczas zdradzali pewien potencjał w dziedzinie robienia zamieszania… Wbrew tytułowi, autor nie koncentruje się przesadnie na osobie Smitha – owszem, jest on w centrum narracji, jednak wiele dowiadujemy się także o innych członkach zespołu, którego skład przez lata przechodził prawdziwą dekonstrukcję. Elementem, który w tej układance trwał niezmiennie jako jedyny była właśnie osoba charyzmatycznego Roberta Smitha, z jego charakterystycznym makijażem i natapirowanymi włosami… Rok 1978 to oficjalne przyjęcie nazwy The Cure i pierwszy kontrakt płytowy zespołu, który w 1979 roku zaowocował pierwszą płytą studyjną – Three Imaginary Boys. Machina ruszyła.

Długi okres trwania grupy to faktycznie dobry materiał na książkę – naznaczony zróżnicowanymi relacjami między członkami zespołu (wśród których nie zabrakło też poważnych i długotrwałych konfliktów – jak ten, w który popadł zespół z „Lolem” Tolhurstem), ale także poszukiwaniami artystycznymi, czy wręcz mistycznymi, w których celował właśnie Smith. Jednocześnie jest to historia sukcesów artystycznych i komercyjnych, ewolucja niewielkiego zespołu w grupę – gwiazdę rozpoznawalną na całym świecie. Opowieść Carmana zamyka się na roku 2005, jednak późniejsze artystyczne dokonania grupy (do roku 2011) znajdziemy w umieszczonym na końcu książki obszernym spisie singli i albumów.

O tym wszystkim Carman pisze bez zadęcia, prostym, syntetycznym stylem, jakby opowiadał nam historię swojego kumpla – tyle że z dużą dbałością o szczegóły. Ten styl narracji, pozbawiony egzaltacji i akrobacji stylistycznych, mnie samej bardzo odpowiada. Muszę jednak też przyznać, że autor zdradza się ze swoim podejściem pasującym bardziej do fana niż krytyka – jest to więc biografia nacechowana stosunkiem pozytywnym i dość osobistym. O samym sobie i swojej motywacji do napisania książki autor pisze zresztą w krótkim wstępie i muszę przyznać, że po tym, co w nim wyczytałam, nabrałam do Carmana sympatii.

Jak wspomniałam – i jak sugeruje dwuczłonowy tytuł książki – nie jest to w ścisłym sensie biografia Roberta Smitha; sporo miejsca zajmuje w niej także historia zespołu i innych jego członków, nie brak tu też rozmaitych dygresji luźno związanych z osobą głównego bohatera – według mnie jest to zabieg uzasadniony i słuszny; po pierwsze daje możliwość poznania szerszego kontekstu, po drugie – czyż można pisać biografię muzyka w oderwaniu od jego zespołu? Na uwagę zasługują też uwagi Carmana dotyczące rozmaitych utworów The Cure, które mogą zainteresować szczególnie fanów i fanki lubiących „bawić się” w analizę i interpretację – a w przypadku tego zespołu, z uwagi na artystyczny walor jego twórczości, głębię tekstów i rozmaitość zawartych w nich odniesień choćby do literatury, za którą odpowiedzialny jest właśnie Smith, jest co analizować. Sporo przeczytamy tu o inspiracjach istotnych dla powstania poszczególnych tekstów, albumów czy teledysków.

Zespół The Cure, zmagając się z mocą sił odśrodkowych, kilkukrotnie w swojej wieloletniej historii powstawał jak feniks z popiołów, za każdym razem obronną ręką wychodząc z zagrożenia rozpadem, a nierzadko przy okazji przechodząc przeobrażenie, które jeszcze umocniło jego pozycję. Artystyczne eksperymenty członków grupy na przestrzeni lat były mniej lub bardziej udane, jednak w ostatecznym rozrachunku zaowocowały bogatą, zróżnicowaną ofertą muzyczną, której wciąż chce się słuchać. Robert Smith. The Cure to możliwość prześledzenia historii zespołu w najważniejszym jej okresie, poznania jego inspiracji, a nawet – do pewnego stopnia – zajrzenia do bogatego, skomplikowanego wnętrza jego lidera. Warto skorzystać.

Magda Goetz
Recenzja ukazała się w portalu kulturalno-informacyjnym „Oblicza Kultury”

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone