Łódź, Hala Sportowa 14.04.2000

Specyficzna w swym brzmieniu muzyka The Cure wymaga wybornego nagłośnienia. Ścianie dźwięku gitar oraz syntezatorów z dynamiczną perkusją i wtórującym jej basem realizatorzy musieli przeciwstawić głos Smitha. Nawet w najbardziej dynamicznych fragmentach jego ekstatycznie wyśpiewywane frazy były czytelne. Ot, zwyczajnie, do słuchaczy docierał tekst, a to na koncertach rockowych nie zdarza się nagminnie. Przez pierwsze pół godziny, gdyby nie głos Smitha, można by sądzić, że to zupełnie inny zespół. Transowy rytm perkusji, który stymulował w dużym stopniu muzykę, niesłychanie zmienił brzmienie grupy, zbliżając je do najciekawszych artystów sceny techno. Ale był to wciąż stary, dobry The Cure, który po wykonaniu zaledwie kilku nowych utworów z nowej, najlepszej od wielu lat płyty „Bloodflowers” zagrał dla wjemniczonych. Artyści zaproponowali widzom muzyczną podróż w lata 80., kiedy wydali fantastastyczne albumy: „Faith”, „Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me”, „Disintegration”, czy „Pornography”, jakby chcieli odciąć od tego, co zdarzyło im sie nagrac w ostatnich latach.

Koncert trwal o pół godziny dluzej niz planowano. Siedem bisów dla siedmiu tysięcy fanów, to mówi samo za siebie. Muzycy swój pobyt w Polsce wogóle potraktowali bardzo specjalnie,tak tez go rozpoczeli. Juz w czwartek w drodze z lotniska zobaczyli miejski autobus. Postanowili przejechac sie nim. W obstawie jednego ochroniarza podrózowali po miescie zupelnie nie rozpoznani. Dzien pózniej Smith odbywal swój poranny jogging po Piotrkowskiej juz w obstawie sporej grupki fanów. Ci towarzyszyli mu na kazdym kroku. W samej sali podczas koncertu zobaczyc mozna bylo kilkudziesieciu „niby-Smithów”, z pomalowanymi na bialo twarzami i kruczoczarnymi wlosami. czesc z nich byla plci zenskiej!

Najczesciej zadawane pytanie dotyczylo zakonczenia dzialalnosci grupy. Akcji promocyjnej ich ostatniego albumu „Bloodflowers” towarzyszyly glosy o zakonczeniu kariery. „Nie bierzcie tego tak serio” – zdradzil Smith. Jak sam przyznal anonsujac koniec istnienia grupy, wywarl na muzykach wieksze skupienie, sprawil, ze podeszli do realizacjo plyty bardziej serio, a nie, jak to juz bywalo „z biegu”. Na razie zespól rozpoczal niemiecka czesc tournee.

Piotr Iwicki, Mariusz Cieślik

Relacja ukazała się w Gazecie Wyborczej , 2000 r.
Podziękowania dla Sławka za nadesłane materiały.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone