Nudne jest piękne

„Na początku każdego roku siadam i zastanawiam się, co mógłbym nowego zrobić. I nic mi nie przychodzi do głowy”. Rozmowa z Robertem Smithem, liderem grupy The Cure, najnormalniejszym facetem w świecie rocka.

Od lat funkcjonuje pan w branży muzycznej, przez ten czas musiał pan udzielić masy wywiadów. Jakie pytanie pojawiało się w nich najczęściej?
Robert Smith; Pytanie o kolor mojej szminki.

Dobrze obstawiałam.
To jest też pytanie, które mnie najbardziej wkurza. Przecież to nie ma zupełnie żadnego znaczenia, jaki kolor ma moja szminka. Samo to, że w ogóle używam szminki, może być interesujące, ale jej kolor?

Myślalem tez, ze wszyscy pytają o jej markę.
O to pytają w dalszej kolejności.

Czy zmieniał pan markę w ciągu tych wszystkich lat?
Tak. A wybieram kolor, jaki mi najbardziej odpowiada. Żeby moje usta wyglądały tak, jakby ktos je pogryzł.

Czy szminka stała się dla pana czymś codziennym, czy raczej jest to cały czas rodzaj manifestu?
A więc pani naprawdę chce ciągnąć temat tej nieszczęsnej szminki?! No więc dobrze. W wieku 13 lat zamknąłem się w pokoju mojej siostry, żeby wypróbować jej make-up. W pełnym makijażu poszedłem do szkoły, skąd zaraz odesłano mnie z powrotem do domu.

Żeby zmyć makijaż?
Tak. Następnego dnia pojawiłem się bez niego, ale za to w damskich ciuchach – no i znowu odesłano mnie do domu.

A co na to pańscy rodzice?
Byli bardzo cierpliwi. Mieli nadzieję, że któregoś dnia po prostu przestanie mi odbijać.

Pewnie wciąż mają taką nadzieję.
Na pewien czas rzeczywiście porzuciłem zwyczaj robienia sobie makijażu. Aż do momentu, kiedy zobaczyłem swoje zdjęcia ze sceny. Uznałem, ze moja twarz jest nijaka i nic sobą nie wyraża. Nie chciałem tak wyglądać. Z makijażem moja twarz jest bardziej wymowna – po to przecież ludzie się malują.

Ale wtedy przez całe koncerty wlepiał pan wzrok tylko w gitarę.
Tak, wlasciwie marzyłem wówczas, żeby nikt na mnie nie patrzył. Kiedy jednak kierowałem wzrok na widownię, chciałem, żeby ludzie dostrzegli moje oczy. Wiem, że brzmi to trochę komicznie, jak we wszystkich tych wywiadach z gwiazdami, które mówią, ze tak naprawdę nie lubią się znajdować w centrum uwagi. Przecież to śmieszne. W każdym razie od czasu „Pornography” zacząłem używać czerwonej szminki i czerwonych cieni do powiek. Wcześniej używałem tylko czarnej kredki.

Czy poza sceną także nosi pan makijaż?
Wtedy sprawia mi to największą przyjemność. Przed występami wypróbowuję przed lustrem różne rzeczy.

A co na to pańska żona?
Moja żona lubi, kiedy się maluję. W ogóle podoba się jej to, jak wyglądam. To moje ogromne szczęście.

Myslalam, że po domu chodzi pan bez makijażu.
Oczywiście nie maluję się, kiedy zamierzam na przykład wyjść na spacer na plażę.

Plaża? Nie wygląda pan na takiego, co robi spacerki po plaży.
Mój ogród sięga aż do plaży. Nie ma na niej piasku, tylko skały. Plaża znajduje się w Anglii. a więc nie ma też na niej słońca. To ponure miejsce.

Ponura plaża znajduję się też w miejscowości, z której pan pochodzi – w Crawley.
Tak. 25 kilometrów od mojego obecnego domu.

Nigdy się pan nie wyprowadził z tych okolic. Jest pan w związku z kobietą, którą poznał w wieku 13 lat. Zawsze nosi pan czarne ubrania i tę samą fryzurę. O makijażu powiedzieliśmy już chyba dosyć. Czyżby nie przepadał pan za zmianami?
Zmiany to temat, którym bardzo często się zajmuję. Pierwsza piosenka na naszej najnowszej płycie opowiada o tym, jak człowiek stwierdza, kim tak naprawdę jest. I czy wierzy w to, że można się zmienić, a tak naprawdę pozostać sobą, Trzeba po prostu zaakceptować, że ludzie mogą się zmieniać.

Ale panu wcale się to nie podoba.
Nie o to chodzi. Wciąż zadaję sobie pytanie, kiedy tak naprawdę człowiek staje się sobą? Dojrzewałem, trzymając Się pewnych zasad, które sobie przyswoiłem. Ale kiedy rzeczywiście stałem się sobą? Coś, co zdarzy się dziś wieczorem, w jakiś sposób mnie zmieni. A więc nigdy nie mogę być sobą, ponieważ nieustannie się zmieniam. Juz sam nie wiem… Czy przypadkiem nie opowiadam jakichś bzdur?

Nie, ale muszę przyznać. że nie bylam przygotowana na tak filozoficzne podejście do sprawy. Mnie chodziło raczej o sprawy przyziemne.
Wciąż kłócę się o to z moim kumplem. On jest zdania, że człowiek już pomiędzy piątym a dziewiątym rokiem Życia staje się tym, kim będzie. I że potem już właściwie się nie zmienia.

Nie wydaje mi się.
Ale coś w tym jest! Mam przyjaciół z czasów, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem. Ma to swoje zalety, kiedy człowiek nie rusza się z miejsca, w którym dorastał. Bardzo często dostrzegam w nich jeszcze trzynasioletnie dzieci. Pomiędzy 11 a 15 rokiem życia wiele się w człowieku krystalizuje.

Czy w pana przypadku to się potwierdza? Jak pan wspomina 15-letniego Roberta Smitha…
Jak najbardziej. Myślę, że gdybym spotkał się z nim w tym pokoju, doskonale moglibyśmy się porozumieć. Podobnie reagowalibyśmy na określone sytuacje. Za bardzo się nie zmieniłem.

A co ż pana najbliższymi? Chyba zauważa pan u nich jakieś zmiany?
No pewnie. Mój ojciec się zmienił i to nawet bardzo. Co prawda mówi. że to ja się zmieniłem i patrzę na niego z innego punktu widzenia, ale moim zdaniem, to w nim zaszły największe zmiany. Sama pani widzi, jakie to skomplikowane.

A jak to jest w przypadku pańskiej żony? Jest pan z nią przecież od tak dawna. Czy ludzie w związku zmieniają się razem, równocześnie? Czy zmienia się ich związek?
To jedyny układ w moim życiu, jaki właściwie nie uległ zmianie. Jeśli jest się tak długo ze sobą i nie ma się dzieci, nie dochodzi też do większych zmian. Dzieci całkowicie przeobrażają związek – a my ich nie mamy. Znaliśmy się jeszcze wtedy, kiedy nie grałem w żadnym zespole. A więc Mary dojrzewała razem ze mną, wie, o co mi chodzi. I kiedy przestępuję próg domu, mogę znowu stać się tym facetem, którym byłem, kiedy mnie poznała.

I to się panu podoba?
Tak, to sprowadza mnie z powrotem na ziemię. Często zarzuca mi się, że nie dorosłem. Ja jednak czuję się wyjąttkowo dojrzały. Czasami życzyłbym sobie, żebym byl niedorosły, niczym nie obciążony. bardziej dziecięcy.

Czy przesadne niedyskrecją byloby pytanie, dlaczego nie macie dzieci?
Kiedy miałem 12 lat, powiedziałem moim rodzicom, że nie chcę mieć dzieci. I to był jedyny przypadek, kiedy ojciec dał mi w skórę.

Ta, co się mówi w wieku łat 12 i to pewnie z zamiarem prowokacji, niekoniecznie ma się ochotę powtórzyć w wieku lat 30.
No widzi pani, jednak niektóre rzeczy się nie zmieniają. Nie potrafiłbym wytrzymać bycia ojcem. Wiem, że brzmi to bezdusznie. ale po prom nigdy nie poczułem w sobie potrzeby posiadania dziecka.

A pańska żona?
Był taki moment, mieliśmy wtedy chyba kolo trzydziestki, kiedy Mary wahała się, czy nie mieć dziecka. Jeśli byłaby pewna, ze tego właśnie pragnie – zgodziłbym się. Po to, żeby zatrzymać ją przy sobie.

Zrobiłby pan dla niej wszystko?
E tam, znowu aż tak ciężko nie byłoby postarać się o potomka…

Jest pan bardzo sympatycznym facetem.
Tak, jasne…

Ale ja mówię serio. Wszystko, co mówi pan o swojej zonie, brzmi tak cieple. Pan myślal, że ironizuje?
No, brzmiało to trochę cynicznie: sympatyczny facet..

Ależ to mial być komplement! A więc Mary jednak nie zdecydowała Się na dzieci?
Nie. Ale pełno jest dzieci wokół nas: 21 kuzynek i kuzynów. Mary pochodzi z dużej rodziny. ja mam trójkę rodzeństwa. Każde z nich ma przynajmniej troje dzieci, a niektórzy nawet pięcioro. Tylko my nie. Kiedy jednak zbieramy się wszyscy razem, wyglądu to niemal surrealistycznie. Dzieci nie postrzegają nas ani jako dzieci, ani jako dorosłych. Być może dlatego, że niczego im nie nakazujemy, za to uczymy ich rzeczy, których nie dowiedziałyby się od swoich rodziców.

O, to rodzice muszą być zachwyceni!
No, nie jesteśmy aż tak zupełnie nieodpowiedzialni. Czasem myślę, że po prostu lepiej wysłuchujemy, czego tak naprawdę chcą dzieci. Rodzice rzadko wsłuchują się w to, co mówią ich pociechy.

A wiec lubi pan dzieci?
Uwielbiani! To taka prosta sprawa, przebywać razem z dziećmi. Odpowiadać na wszystkie ich pytania…

Byłby pan dobrym ojcem.
Ale dzieci są takie męczące! Ma pani dzieci?

Syna.
No to zdaje sobie pani z tego sprawę, Ci moi znajomi, którzy mają dzieci, tylko nimi się zajmują. Są wiecznie przemęczeni. Ma się wrażenie. jakby pierwsze lata ze swoimi dziecmi przeżyli w stanie wiecznego transu.

Czy istnieje coś takiego w pana życiu, co by pan chętnie zmienił?
Mniej pić – to nie byłby głupi pomysł. Ale to co robię, robię z ochotą. Cieszę się ze związku. w którym żyję. Z miejsca, w którym mieszkam. Nie potrafię sobie wyobrazić lepszego życia. Nudy, prawda? Na początku każdego roku siadam i zastanawiam się, co mógłbym nowego zrobić, i nic mi nie przychodzi do głowy.

Ale na pewno marzyl pan, żeby Anglicy zeszli dalej w mistrzostwach niż Portugalia.
Nie, najbardziej lubię Portugalię.

Ale w tak przełomowych chwilach jest pan chyba myślami z Davidem Beckhamem?
Z Beckhamem? Nigdy! To niezdara. Zależy mu tylko na dolarach. Marzy o tym, żeby odnaleźć się w świecie swojej zony, a powinien słuchać własnego instynktu. Ale proszę mi powiedzieć, czy mieszka pani gdzieś w pobliżu? Bo robi się póżno, a mówiła pani, że musi jeszcze dziś dotrzeć do domu.

Tak, muszę dziś dojechać do Monachium.
Jest pani szczęśliwa w poludniowych Niemczech?

Tak. A co? Ma pan coś przeciwko południowym Niemcom?
Wolę północ, Ale trzeba żyć tam, gdzie się przynależy. Drugiej szansy nie dostaniemy.

 

Rozmawiała Gabriela Herpell. Wywiad ukazał się 3 lipca 2004 roku w gazecie Suddeutche Zeitung.

Podziękowania dla Jarka za przysłanie materiałów.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone