Dziewczyna: Osaczony muzyką

ojciec …
Już wolałem, gdy fascynował go zespół Queen. Przynajmniej ich muzyka mi się podobała! Ale ci z The Cure, to jacyś paranoicy! Mnie samego przygnębiają ich utwory, chociaż nie rozumiem słów. O problemach z synem rozmawialiśmy z nauczycielami w szkole. Jeden z nich, taki młody, poradził, żeby zabrać chłopakowi cały sprzęt audio. Że on sam miał kiedyś kłopoty przez The Cure i jedno go uratowało – sprzedał sprzęt. Niech mi ktoś powie, o czym oni śpiewają, że to tak bierze młodych ludzi! Nie mogę pojąć…. A sprzętu mu nie zabiorę, bo jest jego. Kupił wszystko za zarobione przez siebie pieniądze, to jak mam mu odebrać?

matka …
Od początku szkoły średniej mamy z nim kłopoty. Wszyscy mnie pocieszają, że trzeba jakoś przeczekać ten trudny okres dojrzewania dziecka. Ale nie mogę patrzeć, jak się zmienia. Straciliśmy z nim kontakt, może za wiele chcieliśmy mu dać? Zawsze był rozpieszczany, darzyliśmy go zaufaniem, wszystko było mu wolno. A teraz? Prawie z nami nie rozmawia. Nie ma o czym, tak twierdzi. Nie uczy się. Ledwie przechodzi z klasy do klasy. Dla niego istnieje tylko motocykl i muzyka. To przez tę muzykę stał się jakiś dziwny. Boimy się o niego. Słucha tylko zespołu The Cure. Coraz częściej mówi o śmierci. Popadł w depresję, jest zamknięty w sobie. Cały swój pokój wymalował na czarno, ozdobił plakatami The Cure. Wszędzie wypisuje nazwę tego zespołu, ubiera się jak oni. Nic nie robi, tylko godzinami ich słucha. Dwa tygodnie temu miał wypadek, pożyczył samochód od ojca i rozbił go. Całe szczęście, że wyszedł z tego bez szwanku. Ale i tak uważa, że bardziej żal nam samochodu…

młodsza siostra …
Coraz trudniej mi się z nim dogadać. Nie możemy znaleźć wspólnego języka. Najczęściej zamyka się w swoim pokoju. Nie wiem, jak mam do niego trafić. W szkole się unikamy. Większość spraw, poglądów nas dzieli. Mówi, że ja jestem jeszcze smarkata. Ciągle wypomina mi wiek. Ma dziewczynę, która jest młodsza ode mnie o dwa miesiące! Oni tak we dwójkę słuchają The Cure. Mnie nie interesuje ta muzyka, nie lubię się w nią wgłębiać. Słucham właściwie wszystkiego, mieszam tylko w zależności od nastroju. Lubię to, co działa odprężająco, a nie depresyjnie, tak jak The Cure na mojego brata.

osaczony muzyką…
Słucham dużo różnych rzeczy. Dlaczego najbardziej lubię The Cure? Spróbowałem raz, a teraz… Już kilka lat przy tej muzyce. Normalnie szok, że tyle czasu można tego samego słuchać. Dlaczego oni? Wiele tłumaczy już sama nazwa zespołu, The Cure, czyli lekarstwo. Praktycznie na wszystko. Na smutki, na radość, jakaś ucieczka od świata. The Cure to bardzo trudna muzyka. Ja zacząłem ją rozumieć, bo ja wiem, po dwóch latach. Do tej pory coś nowego w niej odkrywam. Ta muzyka dziwnie na mnie działa. Na przykład: przychodzę wkurzony do domu, nie wiem dlaczego. Puszczam dowolną piosenkę i smutek raz dwa pryska, ucieka wkurzenie. I odwrotnie. The Cure potrafią mnie wkurzyć, gdy jestem zadowolony, to działa jakoś na psychikę. Psychodelia, dosłownie! To jest też taka muzyka, od której nie da się uwolnić. Jest jak pasożyt. Nie można z nią tak po prostu skończyć. Daje za dużo satysfakcji, z samego jej słuchania. Czy rozumiem słowa? Rozumiem. Chcesz wiedzieć o czym śpiewają? Trudno, mogę to zdradzić, bo teksty tych piosenek to praktycznie moje poglądy. Robert śpiewa, że życie jest do bani, że świat się niedługo skończy. Śpiewa o śmierci. Po co żyć, skoro i tak mamy umrzeć? Pytasz, czy ta muzyka wpędza w depresję? To prawda. Np. taka płyta Pornography – słuchałem na niej tylko jednej piosenki, bo innych nie byłem w stanie. Coś mnie w nich wkurzało. W końcu zmusiłem się, żeby ją całą przesłuchać. I spodobała mi się. To jedna z ich lepszych płyt, chociaż dla normalnego człowieka to jakieś pogrzebowe smuty, dobre na stypę. Ale każdy, kto słucha The Cure jest świrem. Myślę, że to widać po moim zachowaniu, stylu mówienia, ubierania się (obcisłe Levisy, glanery i czerń. Kiedyś to sobie jeszcze tapirowałem włosy. Dziewczyny dziwiły się, jak ja to robię, że mi takie długie stoją, a ja ich po prostu nie myłem miesiącami…) Czuję, że staję się, jak Robert Smith, strasznie słaby psychicznie. Jestem cienki, sam to widzę. Dobrze, że moja siostra nie słucha tego. U nas w liceum jest około 500 uczniów. A The Cure słucham tylko ja. Na 500 osób! Stałem się bardziej miękki. Na zewnątrz to jestem twardziel, muszę grać, że nic nie jest w stanie mnie złamać. Stałem się odludkiem, taki nieśmiały, wstydliwy, dziwny. Z ludźmi się nie spotykam. Przychodzę ze szkoły, siadam przed sprzętem i mógłbym tak do rana. Nawet nie ścielę sobie łóżka, tylko w ciuchach kładę się przed kolumną i słucham sobie. Budzę się o trzeciej, zły, że usnąłem, a tu nie pościelone, ale jak się już rozbudzę, to wrzucam następną płytę i słucham dalej. Nie potrafię się z nikim dogadać. I tak nikt mnie nie zrozumie. Jestem zbuntowany. Przeciwko wszystkim i wszystkiemu.

Beata Łukasiewicz

Artykul ukazal sie w tygodniku Dziewczyna.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone