Ostatni seans filmowy

(Artykuł z 1991 r.) Każdy z tych , którzy chętnie sięgają po płyty The Cure ma głęboko w głowie zakodowany wizerunek zespołu. A mówiąc sciślej Roberta Smitha i krążących wokół niego muzyków.

Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z istnienia pewnej szarej eminencji, której obecność i działalność w ciągu ostatnich dziesięciu lat odegrała kluczową rolę w kształtowaniu się owego publicznego wizerunku The Cure, przyjmowanego dziś jako coś tak oczywistego, że aż nie wartego chwili zastanowienia. Tym kimś jest Timothy Pope, nazywany przez przyjaciół. a osobiście przez Roberta Smitha – Pap; filmowiec, realizator niezwykle pomysłowych reklam telewizyjnych, a przede wszystkim -nadworny reżyser clipów The Cure. Ostatnio podpisał się on pod kolejną kasetą video zespołu, podejmującą dokumentację jego obrazkowej kariery w miejscu, gdzie kończy się Staring M The Sea – The Images. Jej tytuł brzmi Picture Show – An lmprobable Collection i obejmuje ona clipy utworów z albumów Kiss Me. Kiss Me, Kiss Me (Why Can’t I Be You?, Hot Hot Hot!!!, Catch, Just Like Heaven), Disintegration (Pictures Of You, Love Song, Lullaby, Fascination Street) i Mixed Up (Close To Me – closer mix i Pictures Of You Extended Dub Mix) oraz singiel Never Enough.

Aby atmosfera byla bardziej familijna, wlasciwy material przepleciony jest „prywatnymi epizodami” z zycia i kulis The Cure, co sklada sie dokladnie na 77 minut projekcji. Niezle – prawdziwy dar niebios dla milionowej armii fanow zespolu, choć odbiorcy mniej zaangażowani mogą w trakcie oglądania poczuć nieodpartą chęć skoczenia do kuchni, by przyrządzić sobie kilka kanapek.

Jakby jednak nie patrzeć, Picture Show — z racji swej specyfiki — jest daleko bardziej zajmujący, a i chwilami zabawny, niż nakręcony przez tegoz Tima Pope’a zapis koncertu The Cure In Orange z 1987 roku, przez którego 113 minut doprawdy trudno przebrnąć za jednym posiedzeniem. Pomijając nierzadkie momenty sugestywnej błyskotliwości w realizacji clipów, Pope jako reżyser i wieloletrii przyjaciel Smitha ma jeszcze jedną wielką zaletę: doskonale potrafi sportretować The Cure w chwilach totalnego luzu, wypunktować relacje między poszczególnymi członkami zespołu, rozpięte między surrealizmem a sadyzmem i w odpowiednim momencie przenieść je do „oficjalnego” materiału: Przykładem może być rola Lola Tolhursta — kozła ofiarnego i popychadła Roberta Smitha, usuniętego zresztą z zespołu w 1989 roku — w clipie Wity Can’ t I Be You?, czy też obsadzenie Chrisa Parry’ego (szef Fiction Records i menażer The Cure) jako chciwego businessmana w Never Enough i… rozgwiazdę w Close To Me (Closer Mix).

Na ile to wszystko jest prawdą i na ile świadomą inscenizacją, nie ma to większego znaczenia. Publiczny image popularnego wykonawcy przyjmowany jest jako prawdziwy, gdy jest przekonująco spójny i pokrywa się z oczekiwaniami publiczności. W tym właśnie względzie Pope obdarzony jest reżyserskim szóstym zmysłem. Bezbłędnie potrafi wykorzystać nieprzewidziane zdarzenia, w które obfituje praca na planie, ale co najważniejsze — z przekorną swoboda unika pułapek, w jakie wpadaja realizatorzy wspólpracujacy z gwiazda. Nigdy nie jest tak – grymasi Smith – ze wygladamy lepiej niz na clipach The Cure. W rzeczy samej, wychodzimy na nich gorzej niż w rzeczywistości, pod względem fizycznym, czy tez z powodu tego, co tam robimy. Oczywista aluzja (10 clipy Hot Hol Hot!!!), gdzie członkowie zespołu zostali zdegradowani rozmiaru karzełków.

Trudno uwierzyć, że Tim Pope – zatrudniony przez Smitha, którego zaintrygowały clipy nakręcone przezeń dla Soft Cell – był niegdyś postacią budzącą namiętną niechęć sponsorów zespołu. Na początku jego osoba budziła sprzeciw, zwłaszcza w Ameryce. Powtarzano mu caly czas, aby nie trząsł kamerą. Po zrobieniu „The Walk”, kiedy nakręciliśmy „Lorecats” i kawałki z „The Head On The Door”, zabroniono nam współpracy z Timem Pope’m. Powiedziano wprost, że nie dostaniemy żadnych pieniędzy na wideo, jeśli go zatrudnimy, no i nie dostaliśmy – na „In Between Days”. Tak silne było przekonanie, iż hamuje on nasz rozwój! Teraz chce mi się z tego śmiać, ponieważ na MTV clipy Tima Pope’a z tamtego okresu stały się klasycznymi w swoim gatunku. Ten rodzaj obłudy, ten ograniczony sposób myślenia doprowadziły mnie do zdrowego lekceważenia kwestii, czy coś będzie dobrze widziane. czy też. nie.

Jerzy Rzewuski

Tekst ukazał się w miesięczniku Tylko Rock, 1991 r.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone