Pasja, zaangażowanie, profesjonalizm

The Cure w pałacowej arenie Auburn Hill w Michigan. I szalejąca za nimi amerykańska publiczność, która — jak wiadomo — nie lubi niespodzianek. Stąd superprzebojowy dobór repertuaru ze wskazaniem oczywiście na promowaną właśnie płytę Wish. Trochę niepokoi mnie fakt, że staliśmy się tak popularni w Ameryce —mówił Robert podczas tournee po USA. Trudno tam wytrzymać na scenie, a natężenie histerii ma negatywny wpływ na zespól. Show dokumentuje jeden z etapów Wish Tour (ukazał się również film o tym samym tytule) — szeroko zakrojonej trasy po USA, podczas której załodze Smitha towarzyszył brytyjski zespól Cranes. Zgodnie z oczekiwaniami publiczności znalazły się tu przede wszystkim utwory singlowe (Let’s Go To Bed, The Walk, Pictures Of You, Lullaby), które sprawnie przepłatają nowy materiał z Wish (Open, High, Doing The Unstuck, End).

Wszystko zagrane jest z pasją, zaangażowaniem —i profesjonalizmem. W końcu mamy tu do czynienia z najmocniejszym, klasycznym już dziś kwintetem The Cure. Na Show doskonale wyczuwa się dramaturgię muzycznego spektaklu. Występ poprzedzony jest ciekawym, wykreowanym specjalnie na potrzeby Wish Tour, nastrojowym wstępem (Tape), który przerywa wdzierający się w niego szalony Open. Z rzeczy bardziej melancholijnych dostajemy tu tylko Trust i From The Edge Of The Deep Green Sea Całości dopełnia bardzo dynamiczny i prawdziwie rockowy finał w postaci Never Enough, Cut i End, który pozwala zrozumieć, czym są występy tego zespoili przed publicznością. W sumie za interpretację End powinna być dodatkowa gwiazdka…