Popcorn, krew i muzyka, czyli oniryczna (G)Love Story

23 sierpnia to rocznica premiery Blue Sunshine, dzieła duetu Smith-Severin. Album powstał w dość newralgicznym okresie dla obu muzyków: Smith po nagraniu wykańczającej emocjonalnie Pornography ponownie przyłączył się do The Banshees; wkrótce po zakończeniu trasy Siouxie i Budgie zaangażowali się we wspólny projekt o nazwie The Creatures, zaś basista grupy Steve Severin wraz z liderem chwilowo martwego The Cure znaleźli sobie swoją własną odskocznię, tworząc przedziwny, skoczno-mroczno-popowy album. W 2006 Blue Sunshine zremiksowano i wydano w dwupłytowej wersji deluxe, na której możemy usłyszeć te same utwory zaśpiewane (znakomicie zresztą) przez Jeanette Landray i samego Smitha. Przypomnijmy, że Landray zaangażowano do pracy nad projektem dlatego, że kontrakt z wytwórnią zakazywał Smithowi wokalnego udzielania się gdziekolwiek poza The Cure – co brzmi absurdalnie zważywszy na fakt, że i tak słyszymy jego głos w dwóch piosenkach z tej płyty. Wypowiedzi Smitha i Severina na temat imprezowo-filmowo-kwasowych okoliczności towarzyszących powstawaniu Blue Sunshine znaleźć można na przykład na tutaj: https://thecuretc.wordpress.com/tag/the-glove/ zatem darujemy sobie powielanie oklepanych już historii związanych z tytułem albumu i nazwą duetu.

Blue Sunshine to dzieło wypełnione miłością i snami. Czemu miłością? Po pierwsze, miłość była tematem mocno eksplorowanym zarówno przez The Cure jak i przez the Banshees, ale zawsze jako  obraz jednostkowych stanów duszy , wypełniony cieniami, egzotyczną roślinnością, postaciami ze snów.  Na Blue Sunshine jednak widzimy odurzoną halucynogenami miłość wymyśloną przez Love Generation kąsaną do krwi przez postpunkowego pająka … Po drugie,  Smitha i Severina  połączyło pokrewieństwo muzycznej wrażliwości – jak obaj sami podkreślają, każdy z nich mógłby podpisać się pod wieloma kompozycjami tego drugiego, rozumiejąc w lot, dlaczego brzmią one właśnie tak, a nie inaczej. Projekt The Glove nie powstał z przymusu, a z twórczego impulsu, i dlatego chyba Smith mówi o Blue Sunshine jako o płycie emanującej szczęściem, choć  dla odbiorcy dźwięki i słowa na tym albumie są bardziej niepokojące niż kojące. Trudno się dziwić, inspiracją dla nich były sny powstałe w efekcie wielogodzinnego ataku na zmysły za pomocą LSD, horrorów klasy B i tandetnych czytadeł.  Smith wspomina, że założeniem było pisanie dwóch piosenek dziennie: sny należało wykorzystać w utworach najlepiej pół godziny po przebudzeniu , jeszcze w fazie zawieszenia pomiędzy światami.  Praca w studio przypominała bardziej zabawę niż kontrolowany przyjętym planem wysiłek: Smith i Severin nie chcieli czuć ograniczenia czymkolwiek. Efekt? 15 ścieżek tak różnych, jak gdyby nagrało je 15 różnych wykonawców.

Nowe, odświeżone wydanie Blue Sunshine rozbudziło apetyt na więcej nie tylko wśród fanów, zachwyconych nieznanymi dotąd, zaskakującymi wersjami śpiewanymi przez Roberta oraz  przypomnianymi „bisajdami”: zachwycającym Mouth to Mouth (strona B singla Like An Animal) The Tightrope (strona B singla Punish Me with Kisses)  oraz  instrumentalnym  The Man from Nowhere. Mniej więcej od 2010 w sieci zaczęły pojawiać się pogłoski (oparte w dużej mierze na wypowiedziach tak Severina jak Smitha), że The Glove już niebawem zaskoczy muzyczny świat drugą płytą. Premiery spodziewano się w kwietniu 2013, radość jednak była przedwczesna, bo zamiast spodziewanej nowości na rynek rzucono ponownie zremasterowany Blue Sunshine,  ktory tym samym pozostał  jedynym nagraniem duetu.

Krążek otwiera singlowy  Like An Animal oparty na genialnej partii basu Severina. W Looking Glass Girl z kolei słyszymy gitarę akustyczną Smitha, cały show kradnie jednak Landray, która w tym utworze wzbija się na wokalne wyżyny – kto by uwierzył, że była tancerką, a nie wokalistką? Kolejna scieżka tylko potwierdza jej talent – Sex-Eye-Make-Up jest jedną z najlepszych i najbardziej zapadających w pamięć kompozycji z tej płyty. Zaskoczeniem dla słuchacza jest Mr Alphabet Says z wokalem Smitha – ta piosenka mogłaby równie dobrze znaleźć się na The Top, jak i na Head On The Door. Instrumentalny A Blues In Drag znany jest chyba wszystkim z popularnego na YouTube klipu, i jest to niezwykle naładowany emocjami utwór – przyznam, że mój ulubiony. Punish Me With Kisses brzmi bardzo staromodnie, jest dość kiczowaty i chyba paradoksalnie dzięki temu cieszy się sympatią fanów. Wielu łamie sobie głowę dlaczego to Punish… został drugim singlem, a nie This Green City. Po ścieżce Orgy zanurzamy się w nieco depeszowski klimat Perfect Murder, by zakończyć muzyczną ucztę przy niepokojących dźwiękach piosenki o przewrotnym tytule Relax.

Blue Sunshine został dobrze przyjęty, a fala Curemanii na przełomie lat 80 i 90 wyniosła wydawnictwo do rangi rarytasu, choć niewiele ma on wspólnego z charakterystycznym dźwiękiem The Cure (czy The Banshees, dodajmy) . Polskim fanom przybliżyl go w jednej ze swoich audycji Tomek Beksiński – ponieważ album niełatwo było zdobyć, krążył w wersjach zgranych z radia i kopiowanych na analogowym sprzęcie. Dziś rarytasem jest nie pachnący nowością dwupłytowy box deluxe, ale tamta trzeszcząca kopia sprzed lat – z okazji urodzin Rękawiczki chcemy się w Wami podzielić tym wspomnieniem.

 

ola@thecure.pl

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone