Robert Smith: Marzenie o Kennedy’m na Downing Street

Od momentu uzyskania prawa do głosowania w wyborach, wokalista The Cure nigdy nie był zadowolony z polityków sprawujących władzę w jego kraju. Wyśmiewa stosunki Tonyego Blaira i frontmana Oasis, Noela Gallaghera oraz otwarcie wspiera liberalnych demokratów.

Jak przyjąłeś objęcie rządów przez Tonyego Blaira w 1997 roku? Czy nadal jesteś zadowolony z jego polityki?
Byłem pocieszony jedynie faktem, że Brytyjczycy po raz pierwszy w moim życiu wybrali kogoś innego niż Torysów (angielskie stronnictwo polityczne założone w 2-połowie XVII w. reprezentujące interesy ziemiaństwa, dworu i Kościoła – przyp. M). Nie ma nic gorszego niż być pod ich rządami, albo patrzeć na Michale Howarda, ich lidera, noszącego okulary słoneczne z chęci przypodobania się komukolwiek. Nie ma nic gorszego.

A w kolejnych wyborach?
Liberalni Demokraci powinni mieć prawo do zwycięstwa i rządzić Wielką Brytanią dla sprawiedliwości przez jeden rok. Ponieważ oni nigdy nie wygrają wyborów. Brytyjczycy są zbyt głupi, żeby dostrzec coś więcej niż tylko prawą lub lewą stronę sceny politycznej. Nie są to przecież dwie jedyne partie polityczne na Wyspach. Jeśli zwyciężą Liberalni Demokraci w kraju się może dużo zmienić.
Mam prawo głosu od 28 lat i przez ten czas ani razu nie byłem zadowolony z wyników wyborów. Dlatego należy pozwolić Liberalnym Demokratom na stworzenie rządu na rok, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Choć równie dobrze mogą stać się bezużyteczni jak inni.

Zgadzasz się z ich programem?
W większości na pewno tak. Podobnie jak wielu ludzi tutaj. Przecież Brytyjczycy mają wrażliwość społeczną. Partia Pracy budowała taką mentalność przez ostatnie 10 lat. Lecz powoli już zaczyna to schodzić na dalszy plan. To jest dosyć zabawne, obserwując zwykłych ludzi, którzy spotykają sławne osoby. Przypomina mi to sytuację, kiedy pierwszy raz spotkałem Dawida Bowiego. Wszyscy wokół byli podekscytowani samym ujrzeniem go, nawet nic nie wiedząc o jego artystycznych dokonaniach. Byli pod wrażeniem spotkania gwiazdy. Tony Blair i jego Partia Pracy robią dokładnie to samo. Zaślepieni przez władzę i przepych, zapominając po co zostali wybrani przez społeczeństwo. Kiedy Tony Blair mówi o Cool Britannia (kampania, która miała odświeżyć konserwatywny wizerunek Wielkiej Brytanii – przyp. M) albo kiedy zaprasza Noela Gallaghera do siebie, to śmiać się chce.

Co poradzisz na to?
Nic. Tylko głos w kolejnych wyborach.

Mogłeś pisać o tym w swoich utworach.
Wyrażanie politycznych idei nie pasuje do muzyki pop. To nie pasuje.
W swoim życiu, przez wiele lat, należałem do wielu organizacji społecznych ale jako osoba prywatna a nie lider mniej lub bardziej popularnego zespołu. Jestem społecznie aktywny, ale nigdy nie chciałem żeby było to łączone z The Cure w mniejszym lub większym stopniu. Zespół nie jest ani nośnikiem , ani głosem politycznych idei. Gdy zaczynaliśmy grać nigdy o tym tak nie myślałem.

Jednak taka działalność wpływa czasami na rzeczywistość?
Tak. Tylko kto to pamięta? Ja byłem na to zbyt młody. Powiedziałem kiedyś, że Bob Dylan, czy Joan Baez byli prócz muzykowania, politycznie aktywni. Ale oni byli głosem tylko swojego pokolenia.

Nie możesz zaprzeczyć chyba, że The Cure w latach osiemdziesiątych, miało silny wpływ, zwłaszcza we Francji.
Zawsze byłem głosem mniejszości. Kiedy zaczynałem, nie chciałem być sławny. Dzisiaj, kiedy spotykam się z ludźmi, oni widzą we mnie dinozaura. Nie podoba mi się to. Przez wiele lat osiągnęliśmy jakiś tam sukces i ludziom wydaje się, że mnie znają, i że wiedzą o mnie wszystko. Nie lubię tego typu zachowań. To jest powodem, że nie pokazywaliśmy się z zespołem na okładkach płyt przez długi czas. Nikt mnie wtedy nie znał i miałem spokój.

Siedzisz już w tym od 25 lat. Jak to wytrzymujesz?
W ogóle nie czuję się na ten wiek. Z jednej strony czasami mam wrażenie, jakbym miał 100 lat, a z drugiej cały czas czuję się jak 15 latek. Być może dlatego, że nie mam dzieci. Pozwala mi to na bycie egoistą. Nie muszę czuć się odpowiedzialny za kogoś. Poza moją żoną Mary oczywiście. W jej rodzinie mamy 25 siostrzeńców i siostrzenic. Najmłodsi z nich, mimo, iż nie wiedzą ile mamy lat, czasami zadają sobie pytania odnośnie tego, czy my naprawdę jesteśmy dorośli.

Żałujesz tego, że nie jesteś ojcem?
Kiedy byłem nastolatkiem postanowiłem, że nie będę miał dzieci. I nie zmieniłem zdania do dziś. Nie wiedziałbym jak je wychować. Kłamiąc i stwarzając iluzje o życiu. To jest dla mnie zbyt trudne. Gdyby Mary chciała mieć dziecko, oczywiście zgodziłbym się również. Ale ona, podobnie jak ja, nigdy nie odczuwała takiej potrzeby. Cały czas ma urwanie głowy ze mną. Przecież jestem prawdziwym dzieckiem.

Wywiad ukazał się w numerze 4/2005 magazynu Paris Match.

Tłumaczenie: Marcin Marszałek

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone