Pope & Cure odc.5 Inbetween Days

9 lipca 1985 roku ukazał się singiel „Inbetween Days”. Towarzyszący mu wideoklip był kalejdoskopowym obrazem, w którym zestaw groteskowo kolorowych skarpetek tańczył wokół zespołu.

Smith: „Wszystko zaczęło się wtedy, gdy powiedziałem reżyserowi Timowi Pope’owi, że chcielibyśmy mieć tu kolorowe błyski wirujące wokół mojej głowy, gdy śpiewam. On na to spytał – Koloru moich skarpetek? – odparłem, że tak. To z pewnością utkwiło mu w głowie, bo skarpetki są tanie i łatwo dostepne. Powiedział nam, że kazał animatorom użyć odblaskowych skarpetek, a oni spełnili jego polecenie. Wydali tysiące funtów rysując te skarpetki, klatka po klatce. To dopiero wariactwo! 8,000 funtów – to niesamowite. Kiedy już skończyli zadzwonili do mnie z przeprosinami. Początkowo nie mogłem tego znieść, potem się przyzwyczaiłem, a teraz mam dość bo zniszczyło to całkowicie ideę teledysku.”

Pope twierdził, że chciał po prostu dodać życia twórczym wizjom Smitha: „Robert pragnął, aby to było świeże i żywiołowe. One miały być jakimiś zamazanymi kolorowymi efektami. Ale kiedy dostaliśmy nagranie, wyglądały dokładnie jak skarpety. Robert był na prawdę wkurzony. Urosły one do miary mitu. Ludzie do dzisiaj pytają mnie ‚co one oznaczały?’ a fani The Cure co roku na świeta przysyłają mi w prezencie właśnie skarpetki.”

Proces kręcenia teledysku był również bardzo męczący. Smith: „Przez pięć godzin musiałem nosić na sobie kamerę. Przy kręceniu wideoklipu nie znoszę tego, że trzeba być w pełnej gotowości od samego rana. Gdybym miał pójść do nieba o dziewiątej rano, byłbym bardzo nieszczęśliwy. Trzeba także bardzo się starać, by wyglądało na to, że doskonale się bawisz, gdy tak na prawdę tkwisz w stanie pół-śpiączki, marząc o tym by znaleźć sie w łóżku.”

MTV wirujące skarpetki nie przeszkadzały i klip był puszczany bardzo często.

Warto też przypomnieć jedną ciekawą wypowiedź Smitha dla Melody Maker, z tamtego okresu: „Kiedy dosrastałem, dom moich rodziców nie był szczególnie gustownie urządzony. Na ścianie zawsze znajdowały się tapety o dziwnych wzorach, które nie pasowały do nie mniej dziwnych wzorów na dywanach. W tych wzorach ciągle dostrzegałem jakieś twarze. Tak jakby z tapet i dywanów wychodziły duchy. Kiedy kładłem się spać, zawsze paliło się przyćmione światło. Wtedy ze ścian wychodziły różne postacie. Niektóre z nich miały całkiem przyjemny wygląd, ale czasami zapalało się światełko w rogu szafy i byłem pewien, że za nią ktoś sie czai. Nigdy nie miałem dość odwagi, by tam zajrzeć. Z wyjątkiem jednego razu. Stał tam taki śmieszny mężczyzna w mackintoshu, który szeptał coś po polsku. Ale gdyby się nad tym zastanowić, mógł to być tylko sen…”

Poprzedni odcinek: The Caterpillar

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone