Twarz rybaka

SKŁADANEK THE CURE UKAZAŁO SIĘ SPORO, A BOX WŁAŚCIWIE JEDEN, ALE ZA TO NAPRAWDĘ WYPASIONY.

Pierwsza składanka w dyskografii grupy to Japanese Whispers (Fiction, 1983). Dość nietypowa, nie była bowiem zbiorem najlepszych nagrań z okresu poprzedniego, lecz po prostu zbierała utwory z trzech singli, Let’s Go To Bed, The Walk i The Lovecats, wydanych między listopadem 1982. a listopadem 1983 roku, w okresie przejściowym, kiedy w składzie zabrakło basisty Simona Gallupa i grupa nie zdecydowała się na nagranie pełnowymiarowego albumu.

Za pierwszą kompilację z prawdziwego zdarzenia uznać więc należy Standing On A Beach (Fiction 1986; znaną też pt. Staring At The Sea) z charakterystyczną okładką przedstawiającą twarz rybaka Johna Buttona. Znalazło się tu już wszystko, co w wydawnictwie typu greatest hits być powinno, z Killing An Arab, Boys Don’t ery, Jumping Someone Else’s Train, Charlotte Sometimes, The Walk, The Lovecats, The Caterpillar i Close To Me na czele. Wersję kompaktową wzbogacono o cztery dodatkowe utwory (choćby Night Like This i Other Voices). Na kolejny zestaw hitów, Galore, trzeba było czekać aż do 1997 roku (Fiction). Zawierał numery singlowe z lat 1987-1997, z albumów Kiss Me Kiss Me Kiss Me, Disintegration, Wish i Wild Mood Swings. Uwagę zwracały zwłaszcza inne niż na dużych płytach miksy takich utworów jak Just Like Heaven czy Hot Hot Hot!!! Ciekawostką była też premierowa piosenka Wrong Number. Z kolei Greatest Hit (Fiction/Polydor, 2001) zawiera kilkanaście utworów z całego okresu kariery The Cure, od debiutu po Bloodflowers. Tu też obok oczywistej klasyki w rodzaju Boys Don’t Cry, The Lovecats, Just Like Heaven, Lullaby, Lovesong i Friday I’m In Love znalazły się premierowe numery: Cut Here i Just Say Yes. Niezbyt niestety udane. Już sam fakt, że nie zaistniały później w świadomości mniej obytych z dorobkiem The Cure fanów mówi sam za siebie. Wersja albumu wzbogacona o dodatkowy dysk CD zawierała nagrane specjalnie z myślą o nim akustyczne wersje piosenek. Najlepiej wypadły te, które już wcześniej brzmiały niemal akustycznie (Lullaby, The Walk, Just Like Heaven). Tyle jeśli chodzi o składanki typu greatest hits.

W 1990 roku na półkach sklepowych pojawił się album Mixed Up. Zawierał remiksy najpopularniejszych nagrań The Cure, wybrane z dwunastocalowych maksisingli. Autorami miksów byli tacy spece od tych spraw, jak Mark Saunders, Paul Oakenfold czy choćby William Orbit. Co z tego wyszło? Dla ortodoksyjnych fanów The Cure rzecz jest raczej nie do słuchania. Może z wyjątkiem zupełnie nowej wówczas, gitarowej kompozycji Never Enough.

Box jest jeden. Za to czteropłytowy. Join The Dots, B-Sides & Rarities 1978-2001 – The Fiction Years ukazał się w 2004 roku (Fiction) i jest zbiorem rzadkich nagrań. Pięknie wydany, z dołączoną grubą książką z komentarzami Roberta Smitha do wszystkich utworów i całą masą zdjęć, to z pewnością jazda obowiązkowa dla każdego szanującego się fana zespołu. Znalazły się tu choćby rzadkie strony B singli siedmiocalowych i dwunastocalowych (Pillbox Tales, Fin Cold, Do The Hansa, Lament, The Upstairs Room, A Few Hours Af ter This). Osobna sprawa to cure’owe wersje utworów innych wykonawców. Choćby Hello I Love You The Doors, której możemy posłuchać w trzech różnych wersjach (najfajniejsza wydaje się ta bardzo psychodeliczna). Jest druga już obok Foxy Lady kompozycja Jimiego Hendrixa w repertuarze The Cure – Purple Haze. Pojawia się coś z dorobku Davida Bowiego w postaci bardzo żywiołowego wykonania Young Americans. I coś z dokonań Depeche Mode – baśniowo-posępna interpretacja World In My Eyes. Zebrano tu też nagrania zespołu z różnych ścieżek dźwiękowych do filmów: Bunt z The Crow (Kruk), Dredd Song z Judge Dredd (Sędzia Dredd z Sylwestrem Stallone’em) czy w końcu More Than This z The X Files: The Album.

A to jeszcze nie wszystko. Wydawane ostatnio dwupłytowe wersje (a w przypadku Disintegration trzypłytowe) kolejnych płyt The Cure zawierają całą masę wcześniej niepublikowanych wersji demo, alternatywnych miksów, bootlegowych nagrań koncertowych czy po prostu odrzutów z sesji płytowych. Do tej pory ukazało się takich wydawnictw osiem (osiem pierwszych płyt studyjnych). Łatwo więc policzyć, ile to minut dodatkowego grania zespołu Roberta Smitha.

 

GRZESIEK KSZCZOTEK

Tekst ukazał się w miesięczniku Teraz Rock.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone