Wild Mood Swings 3CDeluxe

Wild Mood Swings – dziesiąty studyjny album The Cure, wydany zostal 7 maja 1996 roku.

W dwa lata po ukazaniu się płyty „Wish” wydawało się, że zespół jest na krawędzi rozpadu, kiedy odeszli Porl Thopmson i Boris Williams. Dodatkowo Simon Gallup musiał wziąć urlop z powodu problemów zdrowotnych, co spowodowało, że w zespole pozostał tylko Robert Smith i Perry Bamonte. Okazało się jednak, że zespół nie rozpadł się, a gdy Gallup wyzdrowiał, namówił Rogera O’Donnella do powrotu do grupy. Jest to pierwszy album, na którym zagrał perkusista Jason Cooper (zagrał w dziewięciu z czternastu utworów na płycie).

Robert Smith: Pod względem wokalnym i tekstowym ta płyta jest dla mnie mordęgą. Jeśli chodzi o teksty, trudno mi przeskoczyć „Disintegration” i „Wish”. To kwestia znalezienia takiego tematu na jaki chciałoby mi się napisać piosenkę.Zdaje sobie sprawę, że to brzmi głupio, ale coś musi mnie motywować by usiąść i poświęcić trochę czasu na przelanie swoich pomysłów na papier, a potem zaśpiewanie tego w sposób przekonywający dla publiczności. W warstwie muzycznej nowy materiał jest zupełnie inny – bardzo akustyczny, bardzo naiwny – i z trudnością przychodzi mi pisanie tekstów, które byłyby komplementarne w stosunku do muzyki i nie wydawały się wydumane. Nigdy nic takiego mi się przedtem nie przytrafiło, ale to też nie jest powód do zmartwienia.

Album nie został zbyt dobrze przyjęty przez wielu fanów. Mimo wszystko Robert Smith powiedział, że ta płyta należy do pierwszej piątki jego ulubionych albumów The Cure. „Wild Mood Swings” dotarł do 12 pozycji listy Billboard w USA.

Robert Smith: Szkoda, ponieważ obrzucono go błotem, kiedy wyszedł. To jedyny raz kiedy byłem ogromnie rozczarowany. Podejrzewam, że było tak, ponieważ „The 13th” była pierwszą rzeczą The Cure, jaka usłyszeli od lat, i sądzę, że nie dali nam potem szansy.

Jednym z motywów pojawiających się na albumie jest wyśmianie stylu życia sceny klubowej lat 90. Można to szczególnie dostrzec w utworach „Club America” i „Want”.

Robert Smith: Różnica między teraz a pięć lat temu polega na tym, że dzisiaj o wiele więcej zachowuje dla siebie. Chce jednak pisać coś, co… nie jest oczywiste, coś co ma jakieś znaczenie. Nagrywając kolejne albumy, udało mi się to osiągnąć w niektórych piosenkach, ale nigdy tak konsekwentnie, jakbym sobie tego życzył. Bo zawsze nagliły nas terminy, mieliśmy zabukowane tournee i szybko musieliśmy nagrać album.

THE CURE – WILD MOOD SWINGS 3CDELUXE

rapidu.net | pobierz.to

 

Robert Smith: Album traci na tym, że jest za długi. I jest niespokojny. Próbowałem pisać w różnych stylach i chciałem, żebyśmy brzmieli jak różne zespoły, prawie naśladując idee „Kiss Me”. Ponieważ straciliśmy Borisa, a Jason Cooper doszedł późno do zespołu, mieliśmy co tydzień innego perkusistę. Często nawet zapominałem imienia osoby, która grała na perkusji.

Każdy album sprzedawał się lepiej niż poprzedni i nagle firma płytowa zetknęła się ze strasznym spadkiem sprzedaży i nie miała pieprzonego pojęcia, dlaczego w ogóle sprzedawaliśmy wcześniej płyty. Oni tak naprawdę nie wiedzieli co promują i dla kogo.

Niezależnie od tego, co się o mnie mówi, ja sam jestem swoim najsurowszym krytykiem i zdaję sobie sprawę, iż część mojej pisaniny początkowo bywa odbierana jako banalna i naiwna. I to chyba mając na względzie staram się, by te teksty były… no może nie mądrzejsze, bo stanę się nagle mądrzejszy niż jestem – a nie jestem wcale taki mądry pod tym czy jakimkolwiek innym względem…

Nasze płyty z serii „3CDeluxe” nie maja nic wspólnego z oficjalnie wydanymi wznowieniami „Deluxe Edition”, a są jedynie dodatkiem i wypełnieniem płyt, które można (będzie można) kupić w sklepie. Materiał na nich umieszczony, nie został wcześniej wydany na żadnej płycie zespołu. Są to nagrania koncertowe, demo lub inne ciekawostki, które warto poznać. Seria „3CDeluxe” jest dostępna do pobrania za darmo na stronie Internetowej www.thecure.pl. Bodźcem do układania „3CDeluxe” było pominięcie na płycie „Three Imaginary Boys. Deluxe Edition” wielu nagrań The Cure z początków działalności, które ze względu na fatalną jakość, brak rejestracji danego koncertu lub „poprawność polityczna” (np. Killing An Arab) nie ukazały się. Zresztą sposób dobierania utworów na nasze „3CDeluxy” jest nieco inny niż w przypadku oficjalnych „Deluxe Edition”. Nie ograniczamy się do pierwotnego okresu wydania płyty. Przez co, naszym zdaniem są one równie ciekawe (ciekawsze?).

Fragmenty:

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone