Wspomnienie o Tomaszu Beksińskim

W Święta Bożego Narodzenia roku 1999 cała rockowa Polska otrzymała tragiczną wiadomość. 24 grudnia w swoim mieszkaniu w Warszawie popełnił samobójstwo Tomasz Beksiński – tłumacz, autor tekstów, gospodarz radiowej „Trójki pod księżycem”. Autorytet chyba dla każdego fana muzyki rockowej i nie tylko.

Urodził się w 1958 roku. Był synem malarza Zdzisława Beksińskiego. Już od 13 roku życia interesował się muzyką. Na przełomie lat 70-tych i 80-tych rozpoczął współprace z radiem. Na początku usłyszeć go mogliśmy w programie II PR, a później w „Trójce”. W latach 80-tych najobszerniej przedstawił słuchaczom nowy styl w muzyce jakim był New Romantic. W jego audycjach, oprócz rocka, usłyszeć mogliśmy wtedy takie zespoły jak Ultravox, Human League, Soft Cell, Visage, New Order, Classix Nouveaux czy nawet Pet Shop Boys. To właśnie dzięki Tomaszowi Beksińskiemu fani zespołów The Cure czy Depeche Mode mogli skompletować na kasetach ich muzykę i to nie tylko regularne albumy, ale także single i maxi-single (wtedy w Polsce trudno dostępne i drogie). Najważniejszych przedstawicieli nurtu tzw. neoprogresywnego rocka takich jak Pendragon, Twelf Night czy Final Conflict wielu pokochało właśnie dzięki audycjom radiowym TB, który przy okazji tłumacząc teksty przedstawiał o wiele więcej niż tylko muzykę. Podobnie było z muzyką spod znaku 4AD – Dead Can Dance, Cocteau Twins czy Clan Of Xymox. W swych audycjach przypominał również starszych wykonawców takich jak Van Der Graaf Generator, Robin Trower, Pavlov’s Dog czy UFO. Nie zapominał również o polskich wykonawcach takich jak Collage, czy Closterkeller. Pod koniec lat 80-tych i na początku lat 90-tych w swoich audycjach prezentował również muzykę spod znaku rocka gotyckiego – muzykę odzwierciedlającą wówczas jego duszę. I dalej w głąb lat 90-tych tym częściej w „Trójce pod księżycem” dominowały zespoły takie jak Lacrimosa czy Type O Negative, prezentujące ciemną stronę rocka.

Tomasz Beksiński to człowiek, dla którego teksty były ważniejsze od muzyki. Oceniając płytę najpierw analizował zawarte na niej teksty, a dopiero później muzykę.

Prezentowana przez Tomasza Beksińskiego muzyka stawała się myzyką Jego słuchaczy. Jego ciepły głos i prezentowana muzyka sprawiały, że mimo nocnej pory wyłączano radio dopiero po zakończeniu audycji, co niekiedy pokrywało się ze wschodem niedzielnego słońca.

Dlaczego odebrał sobie życie? To pytanie zadawało sobie wielu Jego fanów, wiedząc, że i tak do końca nie pozna prawdy o wnętrzu Tomasza Beksińskiego. Jednak półtora roku przed śmiercią postanowił nieco przybliżyć swoim słuchaczom i czytelnikom swoją osobę. Rozpoczął pisanie comiesięcznych felietonów w piśmie „Tylko Rock”, zatytułowanych „Opowieści z krypty”. Na początku nie spodziewał się rozbawić kogokolwiek swoją jak to nazywał „sarkastyczną pisanina”, ale później okazało się, że mało kto pomijał jego artykuły. A sarkazmu w jego felietonach było sporo. Piętnował dziesiątki rzeczy: komputery których nienawidził, rap, szeleszczące papierki w kinach, niski poziom tłumaczenia filmów, kolczyki w częściach ciała innych niż uszy (gwoździe w nosie), współczesny rock, piwo, weekendy na ogrodzie, Polsat, sąsiadów i fachowców budowlańców. W swoich opowiadaniach dał się poznać jako człowiek wyjątkowo nieodporny na współczesną rzeczywistość. Nienawidził bezmyślności i prostactwa, a spotykał się z nimi coraz częściej. Miał bardzo krytyczny stosunek do kobiet (felieton „Kobieta wąż”), co było odzwierciedleniem jego dwukrotnego rozstania z ukochaną dziewczyną. W swym przedostatnim felietonie zatytułowanym „The Wall” utożsamił się z Pinkiem – bohaterem albumu Pink Floyd z 1979 roku. Opisał rząd cegiełek, które złożyły się na mur, który odgradzał go od świata czy przynajmniej od pozytywnego nań spojrzenia.

Poniżej fragmenty programu „Wieczór z Wampirem” z 1998 roku, z gościnnym udziałem Tomasza Beksińskiego.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone