Zbiór bardzo udany

Zespół The Cure w roku 1992 mógł nagrać kopię Disintegration. To byłoby jednak za proste dla Roberta Smitha. Już singlowy utwór Never Enough z 1990 sygnalizował zmianę muzycznego kierunku: powrót do grania bardziej gitarowego, ostrzejszego. Album Wish okazał się zbiorem takich właśnie, bardzo udanych, w większości bardziej zwartych niż na poprzednim longplayu utworów. Przede wszystkim jest w tej muzyce więcej barw. Więcej nastrojów. Świadczy o tym także najbardziej znany utwór z płyty, czyli Friday I’m In Love – niezbyt wszakże repre-zentatywny dla całości. Niektórzy mają z nim problem, że za wesoły… Smith też się wahał, również w przypadku Doing The Unstuck – wcześniej tego typu piosenki The Cure trafiały raczej na single.

Dla uniknięcia szoku fanów lider grupy zdecydował się promować Wish najpierw numerem High (i słusznie: longplay debiutował na 1. miejscu listy w Wielkiej Brytanii i 2. pozycji w USA). Zaś o Friday I’m In Love, który stał się dużym przebojem, mówił po prostu jako o piosence ze staroświeckiej szkoły beatlesowskiej, porównywał też do Boys Don’t Cry… Zdaniem niżej podpisanego Smith i w tym beztroskim wydaniu kolejny raz sprawdził się znakomicie: utwór jest po prostu piekielnie chwytliwy! Bardziej swoj sko, typowo dla The Cure jest jednak w Time, ze znakomitym pochodem basu, czy właśnie w High, bardzo wszakże melodyjnym. Rządzi na albumie jednak gitarowy drive, obecny w Open, End czy – taki trochę r.e.m.-owy w From The Edge Of The Deep Green Sea.

Ciekawostką jest to, że w To Wish Impossible Things są pewne echa Lullaby (choćbyw pierwszych akordach). No i kompozycje wolne: wyborny, melancholijny klimat mają Apart i Trust. Większa ilość gitar nie oznacza oczywiście wyeliminowania klawiszy… Nieco dziwne wrażenie robi natomiast Cut- ze względu na pospieszny, nerwowy rytm.

Pod względem tekstowym Wish – podejmuje wątki płyt Kiss Me Kiss . Me Kiss Me i Disintegration. Smith po raz kolejny przypatruje się relacjom męsko-damskim (znów przede wszystkim na poziomie emocjonalnym, a nie fizycznym) i znów ważny jest dla niego wpływ czasu na związki międzyludzkie. Jest o zaprzepaszczonej szansie na bycie ze sobą (Apart), o utracie iluzji (From The Edge Of The Deep Green Sea) i młodzieńczych marzeń (To Wish Impossible Things). Zyczylbym sobie umiejętności zatrzymywania czsu – taka była pierwsza odpowiedź artysty zapytanego w epoce o to, jakie są jego życzenia… Moim faworytem jest natomiast A Letter To Elise, inspirowany listami Franza Kafki.

Całość można streścić następująco: mężczyzna nigdy nie pozna kobiecej natury i wszelkie próby dokonania tego są deremne. Można wiele stworzyć w związku, a gdy się to rozlatuje… Every time I by to pick it up/ Like falling sand I As fast as I pick it up/ It runs away through my clutchinghands. Dla mnie genialna metafora.

PAWEŁ BRZYKCY

Recenzja ukazała się w miesięczniku Teraz Rock.