Simon Gallup: Nie ma sensu żałować

Są dni na które czeka się kilkanaście lat są wydarzenia, które na zawsze pozostają w pamięci. Niewątpliwie takim dniem był dla mnie dzień wywiadu z Simonem Gallupem, basistą The Cure.

Dlaczego musieliśmy czekać aż cztery lata a album Bloodflowers? Czym było to spowodowane?
Simon: Sądzę. że dzieje się tak dlatego, że im jesteśmy starsi, tym trudniej jest nam się zebrać i omówic wszystko, co dotyczyłoby nowej płyty. Album ten miał ukazać są o wiele wcześniej. Jednak moze to głupio zabrzmi, ale wymagania Roberta wzgledem muzyki wciąż rosną i bardzo mu zależało, aby album ten byl wyjątkowy i doskonale zrealizowany. Muzyka powstała bardzo szybko, jednak to nad tekstami Robert długo pracował, bo chcial, żeby były one bardziej wyjątkowe. Wiesz, to jest tak, im wiecej rzeczy nagrywasz, tym trudniej znazlec tematy, o których chcialbyś powiedziec.

Czy uwazasz, ze Bloodflowers jest kontynuacja płyt Pornography i Disintegration?
Moze w takim sensie, ze album ten jest „ciemniejszy” i słychac' na nim bardziej archaiczne brzmienie The Cure. W przeszlosci nagrywalismy płyty bardziej eklektyczne, z dużą róznorodnoscia brzmień, co spotkało się z niesłuszną krytyką i opiniami, że w ten sposób próbujemy się sprzedać. Kiedy nagrywamy takie albumy jak Bloodflowers, taki styl najbardziej nam odpowiada. Jest bardziej naturalny.

Sądzę, ze płyta Bloodflowers jest powrotem do waszych muzycznych korzeni, Dlaczego zdecydowaliscie sie nagrac właśnie taki album, a nie kolejny w rodzaju Wild Mood Swings?
Mysle, ze nie jest tak, ze świadomie decydujesz się na nagranie akurat takiego albumu. To się po prostu dzieje. Wszyscy z nas pisza utwory i kiedy spotykamy sie w studiu, przesluchujemy je, wówczas wybieramy te, które najlepiej oddają nasze nastroje na obecnym etapie życia. Tak się stało w przypadku wlasnie Bloodflowers, natomiast jesli chodzi o „Wild Mood Swings” nie bylo to takie naturalne, co spowodowalo, że album ten nie był dostatecznie dobry

Czy myslales o nagraniu płyty solowej, na przyklad z muzyką instrumentalną czy filmową?
Nie, nie myślałem o tym. Kiedy nie zajmuję się muzyka wraz z The Cure, staram się uciec od niej jak jak najdalej. To znaczy cały czas komponuję i tworzę nowe utwory w swoim domu, lecz pomysł o wejściu do studia w celu nagrania płyty solowej bez reszty grupy, jest mnie mało interesujący.

Na kim wzorowałeś się doskonaląc warsztat basisty?
Moim niedoścignionym idolem, jeśli chodzi o basistów był Jean -Jacques Burnel, basista The Stranglers. Podobał mi sie jego sposób grania i jego podejście do muzyki…

W jaki sposób The Cure wpłynąl na twoją muzyczną edukację?
Dobre pytanie. Myślę, ze na wiele sposobów. Kiedy zaczałem grać w The Cure myślałem, że trzeba grać wiele dźwięków, żeby być dobrym muzykiem – tak sądzilem około roku 1976-77. Gdy lepiej się poznaliśmy z Robertem i więcej rozmawialiśmy o naszej muzyce, doszliśmy do wniosku, że można zagrać jedną nutę, ale dobrze! Takie właśnie podejście do dzwięku miało wpływ na moją grę na basie.

Jesteś przyjacielem Roberta od bardzo dawna. Czy to prawda, że jest on w gruncie rzeczy monopolistą, jeśli chodzi o komponowanie muzyki i czy praca z nim jest trudna?
Nie, Robert nie jest monopolistą. .Każdy z nas ma swój wkład muzykę The Cure. Można natomiast mówic o monopolu w przypadku tekstów, ale przecież to on musi je zaśpiewac. Nie mamy z tym jednak zadnego problemu, bo to własnie on ma największe z nas predyspozycje do śpiewu… Na koncertach ja i Perry (Bamonte – gitarzysta Cure – przyp. Azyl) lubimy stać blisko siebie, czujemy między soba więź i pomagamy sobie wzajemnie i każdy z nas jest szczęśliwy, że to właśnie Robert jest w samym centrum, bo on robi to najlepiej z nas.

Na ile ważny jest dla Ciebie image zespołu?
Każdy z nas ma inną fryzurę, inny makijaż. Jeśli chodzi o ubieranie się, to na przykład Perry nie ubiera się „gotycko”, tylko nosi strój do joggingu, ja natomiast ubieram się jak rowerzysta. A to dlatego, że ostatnio takie sporty uprawiamy. Wizerunek, który jest nam przypisywany nie jest zgodny ze stanem faktycznym. Nawet o tym ostatnio myślałem i doszedłem do wniosku, że nie lubię nosić czarnych ubran. Był taki moment, że otworzyłem swoją walizkę i zobaczyłem same czarne ciuchy, i powiedziałem – dość. Czasami żałuję, że nic nosimy hawajskich koszulek… Tak więc nasz wizerunek nie jest ważny dla nas samych. Publicznie potrzebujemy go, żeby wytworzyć wieź między sobą – co jest w porządku. To fajne uczucie kiedy idziesz ulicą i rozpoznajesz kogoś , jako fana The Cure.

Czy określenie „Goci” wkurza cię?
Nie, to calkiem miłe. Ludzie muszą po prostu wszystko nazywać i szufladkować. „Goci” to kolejna etykieta, na szczęście nie jest ona obraźliwa. Wole, żeby mówili o na nas „Giki”, niż „fajansiarze”…

Poświęciłeś większość swojego życia The Cure. Jak ważny jest dla ciebie ten zespól po tylu latach?
Wciąż jest bardzo istotny. Inaczej nie byłbym tutaj tylko siedzialbym w domu. Jesli potrafię ruszyć tyłek i pojechac w trasę, to musi to byc dla mnie bardzo ważne. Istnieje między nami prawdziwa więź, jesteśmy przyjaciółmi. Kiedy mamy dni wolne podczas trasy koncertowej to nie ma przymusu zebysmy robili cos razem, ale dzieje sie tak, ze spotykamy sie i wychodzimy gdzies razem. No może z wyjątkiem Roberta, który zostaje w pokoju. Jestemy kumplami i lubimy sie spotykać. Wiem, że to brzmi banalnie w dzisiejszych czasach ale tak naprawde jest. My po prostu się kochamy (śmiech).

Co byś zmienił, gdybyś mógł cofnąc czas?
Niczego nie chciałbym zmienic, bo zmieniajac jedna rzecz zmieniasz ogólnie cały efekt. Nawet jesli były trudniejsze okresy, nie mogę powiedzieć, że ich załuje bo to wszystko, razem złożyło się na sukces The Cure. Nie mozna selekcjonować tego, nie mozna przebierać w tym, co się wydarzyło przez te wszystkie lata…. Może gdyby inaczej ułożyły się sprawy, bylibyśmy grupą country and western? Uważam, że nie ma sensu żałować rzeczy, które się wydarzyły.

Wróćmy do najnowszej płyty. Czy twoim zdaniem Bloodflowers jest najlepszym albumem, który The Cure dotąd nagrał?
Powiedziałbym, że jest jednym z najlepszych. Moim numerem jeden jest płyta ,,Wish”, Ponieważ jest na niej “From The Edge Of The Deep Green Sea” a ten utwór najbardziej lubię z całej twórczości The Cure.

Rozmawial: AZYL
Wywiad ukazal sie w miesieczniku Tylko Rock w lipcu 2000 roku.