Robert Smith początkowo odrzucił propozycję współpracy z The Rolling Stones: „Nie byłem na to przygotowany”

Robert Smith zdradził, że początkowo odrzucił propozycję współpracy z The Rolling Stones, ponieważ – jak powiedział – „nie był na to przygotowany”.

Smith nagrał partie gitary do „Divine Intervention” utworu z drugiego singla, promującego nowy album Stone’sów „Foreign Tongues”, który ukazał się dzisiaj. Zagrał również na syntezatorach i zaśpiewał chórki w utworze „Never Wanna Lose You”.

Podczas wywiadu w oficjalnym podcaście The Rolling Stones „Speaking In Tongues” Smith opowiedział, jak doszło do tego, że znalazł się w studiu z legendarnym zespołem.

„Andrew Watt i ja przez ostatnie kilka lat wymienialiśmy wiadomości online i rozmawialiśmy przez telefon, ale nigdy się nie spotkaliśmy” – zaczął Smith. „Za każdym razem, kiedy pojawiał się w Londynie z jakąś wielką gwiazdą czy kimś ważnym, albo mnie nie było, albo po prostu nie wydawało się to odpowiednim momentem, żeby się spotkać”.

Smith wspominał, że Watt odezwał się do niego w zeszłym roku i powiedział, że jest w Londynie, gdzie pracuje nad kolejnym albumem The Rolling Stones.

„Kiedy sesja zbliżała się już do końca, zapytał, czy mam ochotę wpaść i w końcu napić się z nim tego zimnego piwa”. Dodał, że The Rolling Stones nagrywali wtedy w Metropolis Studios w Chiswick.

„Powiedział, że właściwie skończyli już większość nagrań, a Mickowi zostały tylko jakieś partie wokalne do dogrania” – wyjaśnił Smith. „Dzień wcześniej powiedział mi: »Mick może jeszcze być«, a ja pomyślałem: »Wiesz co, w porządku«”.

Jednak Smith nie był pewien, czy powinien przychodzić do studia. „Wiem, jak to jest w studiu, szczególnie kiedy śpiewasz” – wyjaśnił. „Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujesz, są goście. Brzmi to trochę ponuro, ale atmosfera i energia w studiu są naprawdę kluczową częścią tego, co próbujesz osiągnąć. Najgorsze na świecie jest, kiedy ludzie wpadają, robią imprezę, podczas gdy ty próbujesz coś stworzyć. Powiedziałem więc, że poczekam w barze, aż skończą”.

Smith został jednak poinformowany przez asystenta, że Jagger „chce, żeby przyszedł”. Dodał: „Poszedłem więc na dół, wszedłem do reżyserki i przez szybę zobaczyłem Micka Jaggera śpiewającego. To kompletnie nie było tym, czego się spodziewałem”.

Obaj zaczęli „rozmawiać”, a Jagger sprawił, że Smith poczuł się „bardzo, bardzo miło przyjęty”. Według Smitha wieczór „zaczął się rozwijać”, gdy lider Stonesów zaczął puszczać mu utwory i pytać o jego zdanie.

„Korzystałem z dostępnych napojów, mój język się rozwiązywał, a moje sugestie stawały się coraz bardziej absurdalne – jak to często bywa” – wspominał Smith. „I wtedy, zupełnie Mick niespodziewanie, powiedział: »Masz ochotę zrobić coś na tym albumie?«. A ja pomyślałem: »Wow, chwileczkę!«. On odpowiedział: »Możesz zagrać trochę na gitarze…«. A ja na to: »Cóż… nie byłem na to naprawdę przygotowany«”.

„I ku zdumieniu wszystkich powiedziałem: »Nie, nie, dzięki, nie mogę tego zrobić«. Wszedłem tam właściwie tylko po to, żeby się napić. Nie spodziewałem się, że zagram na albumie The Rolling Stones”.

Smith powiedział, że Jagger w końcu wyszedł ze studia, zostawiając go tam samego z Andrew Wattem.

„Minęło trochę czasu i powiedziałem do Andrew: »No dobra, podłączmy gitarę i spróbuję coś zagrać do kilku utworów«. Po prostu zacząłem grać i tak, jedno doprowadziło do drugiego”.