The Cure w Berlinie. Dzień trzeci. Nigdy wcześniej nie zagrali w Niemczech tylu przebojów. Warto to zapamiętać! 

Podczas trzeciego i ostatniego koncertu w berlińskiej Parkbühne Wuhlheide The Cure zaprezentowali jedną z najbardziej przebojowych setlist, jakie kiedykolwiek zagrali w Niemczech. W programie znalazły się niemal wszystkie najważniejsze utwory z albumów Disintegration i Kiss Me Kiss Me Kiss Me, a także wiele innych koncertowych klasyków.

Choć The Cure często kojarzeni są z melancholią i jesiennym klimatem, Robert Smith po raz kolejny udowodnił, że ich muzyka równie dobrze odnajduje się w pełnym słońcu. Trzeci berliński koncert był zarazem najbardziej swobodnym, energetycznym i dopracowanym technicznie występem zespołu podczas tegorocznej trasy.

Koncert rozpoczął się godzinę wcześniej niż poprzednie dwa, dzięki czemu zespół mógł wystąpić jeszcze w świetle zachodzącego słońca. Jedną z największych niespodzianek wieczoru była pierwsza podczas tej trasy koncertowej prezentacja „Catch”.

Robert Smith zapowiedział utwór słowami: „Tego utworu jeszcze tego lata nie graliśmy.”

Powrót „Catch” był również kolejnym dowodem na to, jak dobrze przygotowany okazał się Eden Gallup. Zastępujący chorego Simona Gallupa basista bez problemu poradził sobie z utworem, którego The Cure nie wykonywali od 2016 roku. Co ciekawe, Eden nigdy wcześniej nie grał go na żywo i nie miał czasu na próby przed berlińskimi koncertami.

Simon Gallup po raz trzeci z rzędu nie pojawił się na scenie z powodu choroby, jednak jego syn ponownie udowodnił, że doskonale odnalazł się w koncertowym składzie zespołu.

Już przed koncertem panowała świetna atmosfera. Wśród muzyki odtwarzanej przed wejściem zespołu na scenę znalazł się „Starfish and Coffee” Prince’a – jeden z ulubionych utworów Roberta Smitha.

Wieczór tradycyjnie otworzył „Plainsong”, po którym publiczność usłyszała między innymi „Pictures of You”, „High”, „Lovesong” oraz rzadziej wykonywane „M”, rozpoczynające blok kompozycji z albumu Seventeen Seconds. Jak zwykle ogromne emocje wywołały „Play for Today” i „A Forest”, podczas którego publiczność odśpiewała charakterystyczną melodię.

W dalszej części koncertu nie zabrakło „From the Edge of the Deep Green Sea”, „Prayers for Rain” oraz „Lullaby” – jednego z najbardziej charakterystycznych przebojów w historii zespołu.

Największe emocje przyniósł tradycyjnie blok bisów. Robert Smith i spółka postawili niemal wyłącznie na największe przeboje, tworząc jedną z najbardziej „hitowych” setlist w historii niemieckich koncertów The Cure.

Publiczność usłyszała między innymi „Close to Me”, „Why Can’t I Be You?”, „Just Like Heaven”, „In Between Days”, „Friday I’m in Love” oraz „Boys Don’t Cry”.

Autor recenzji zauważa, że nigdy wcześniej The Cure nie wykonali w Niemczech tylu singlowych klasyków podczas jednego koncertu. W setliście znalazły się oba największe single z The Head on the Door, dwa przeboje z Wish oraz dwa utwory z okresu Japanese Whispers. Do pełnego zestawu zabrakło jedynie „Let’s Go to Bed”.

Czy właśnie taka setlista była konieczna? Niekoniecznie. Koncert równie dobrze mógł opierać się na mniej oczywistych utworach i wciąż pozostałby wyjątkowym wydarzeniem. Trudno jednak zaprzeczyć, że trzeci berliński występ był prawdziwym świętem największych klasyków The Cure i godnym zwieńczeniem trzech wieczorów w Wuhlheide.




AUTOREM RECENZJI TRZECIEGO KONCERTU THE CURE W BERLINIE JEST SASSAN NIASSERI. TEKST UKAZAŁ SIĘ W CAŁOŚCI I W ORYGINALNEJ FORMIE NA STRONIE NIEMIECKIEGO WYDANIA MAGAZYNU ROLLING STONE.