Robert Smith przyznał, że jego zdaniem klasyczny hit The Cure „Boys Don’t Cry” pozostaje aktualny do dziś – ponieważ zachęca mężczyzn do okazywania uczuć.
Krótko po występie zamykającym festiwal Glastonbury w 2019 roku powiedział w rozmowie z Rolling Stone: „Kiedy śpiewałem „Boys Don’t Cry” na Glastonbury zdałem sobie sprawę, że ten utwór ma bardzo współczesne znaczenie, patrząc na wszystkie tęczowe barwy i flagi w tłumie.”
Utwór wydany jako singiel w czerwcu 1979 roku i który dopiero siedem lat później stał się przebojem list przebojów — jest ironicznie opowiedziany z perspektywy chłopaka, którego związek zakończył się źle, ale który nie potrafi wyrazić swoich prawdziwych uczuć z powodu społecznych oczekiwań wobec mężczyzn.
Smith dodał: „Kiedy dorastałem, istniała presja rówieśnicza, żeby dopasować się i być w określony sposób. A jako angielski chłopak w tamtych czasach byłeś zachęcany, żeby w ogóle nie okazywać emocji. A ja nie potrafiłem powstrzymać się od okazywania uczuć, kiedy byłem młodszy. Nigdy nie uważałem okazywania emocji za coś krępującego. Nie mógłbym funkcjonować, nie pokazując uczuć – trzeba by być bardzo nudnym wokalistą, żeby tak robić”.
Smith opisał też zmianę brzmienia The Cure: „To była naturalna ewolucja. Stale dochodzili nowi członkowie i brzmienie stawało się większe oraz ciekawsze. Ale nigdy nie straciłem z oczu trzyminutowej piosenki popowej, i to szczególnie pomogło nam w połowie lat 80., kiedy mogliśmy pójść w bardzo monumentalnym kierunku. Popowe single pomogły nam przetrwać coś, co w innym przypadku mogłoby stać się bardzo pompatyczne”.
Przy okazji uznał singiel „Just Like Heaven” za idealny popowy utwór w historii zespołu: „Kiedy to napisałem, pomyślałem: ‘To jest to. Nigdy już nie napiszę nic tak dobrego’. Pamiętam, jak powiedziałem innym w studiu: ‘Możemy się pakować’. Na szczęście tego nie zrobiliśmy”.
„Zrobiłem z tego trochę wielką sprawę. Pomyślałem: ‘Cóż, w mojej naturze leży buntowanie się przeciwko temu, gdy ktoś mówi mi, żebym czegoś nie robił’”.
„Pop nigdy nie miał negatywnego znaczenia dla The Cure” – powiedział Lol Tolhurst w wywiadzie w 2016 roku. „Nasze piosenki brały się z naszego życia, jak z pamiętnika. Wiele rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu i w życiu Roberta, było bardzo bolesnych. Więc o tym właśnie pisaliśmy. I uważam, że artyści powinni tak robić — powinni odzwierciedlać czasy i miejsca, w których żyją. W przypadku The Cure próbowaliśmy muzycznie malować obrazy naszego życia”.
Singiel „Boys Don’t Cry” ukaże się ponownie już jutro, 21 kwietnia w formie analogowej na 7 i 12 calowej płycie. Dostępny będzie w sklepie Universal Music Polska.
