„Should I Stay Or Should I Go?” „Sit Down”. „There She Goes”. „Creep” – to mocny zestaw samych świetnych piosenek. Wszystkie one zaliczyły porażkę na listach przebojów przy pierwszym wydaniu… a sukces odniosły dopiero za drugim razem.
Do tej znamienitej listy utworów, które nie od razu zrobiły furorę, dołącza „Boys Don’t Cry”. Wydany w czerwcu 1979 roku singiel był drugim w dorobku The Cure – wówczas jeszcze postpunkowego tria z Crawley w West Sussex.
W ciągu 47 lat od pierwszego wydania reputacja tej piosenki tylko rosła – w styczniu 2026 roku utwór po cichu wrócił do brytyjskiego Top 40, tuż po tym, jak liczba odtworzeń „Boys Don’t Cry” na Spotify przekroczyła miliard.
W skład zespołu wchodzili wtedy Robert Smith, Michael Dempsey i Lol Tolhurst. Pod koniec 1978 roku podpisali kontrakt z nową wytwórnią Fiction i byli postrzegani jako modny, młody zespół, któremu wróżono wielką przyszłość.
„Dla The Cure pop nigdy nie był brzydkim słowem” – wspominał Lol Tolhurst w rozmowie z jedną z rozgłośni radiowych, mówiąc o próbach tworzenia przez pierwotny skład nietypowych, punkowo-popowych piosenek. „Ale nasze utwory brały się z naszego życia, jak z pamiętnika. Wiele rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu i w życiu Roberta, było bardzo bolesnych. Więc o tym pisaliśmy. I uważam, że właśnie to powinni robić artyści. Powinni odzwierciedlać czasy i miejsca, w których żyją. W The Cure staraliśmy się malować obrazy naszego życia za pomocą muzyki.”
Szef Fiction, Chris Parry, oraz macierzysta wytwórnia Polydor byli przekonani, że „Boys Don’t Cry” trafi do Top 10. Mylili się – singiel nie wszedł nawet do Top 75 po premierze pod koniec czerwca 1979 roku, mimo trasy promocyjnej reklamującej singiel i debiutancki album The Cure „Three Imaginary Boys”.
„Boys Don’t Cry” był moim typem do pierwszej dziesiątki” – tłumaczył później Parry w oficjalnej biografii zespołu „Ten Imaginary Years”. „Nie znalazł się tam, bo Polydor nas wykiwał. „Boys Don’t Cry” było przebojową piosenką i powinno stać się hitem. Robert był rozczarowany i miał do tego prawo. To była farsa.”
Oprócz braku odpowiedniego wsparcia ze strony macierzystej wytwórni, niektórzy recenzenci twierdzili, że choć „Boys Don’t Cry” brzmiało znakomicie na koncertach, to nie przełożyło się to dobrze na wersję studyjną wydaną na winylu.
Utwór stał się kultowym hitem granym w klubach indie i punkowych, ale szeroka publiczność wciąż nie była świadoma jego uroku. Nawet The Cure po pewnym czasie przestali wykonywać go na żywo.
Po niepowodzeniu „Boys Don’t Cry” zespół przeszedł zmiany w składzie i skierował się ku głębszej, mroczniejszej muzyce na albumach „Seventeen Seconds” i „Faith”. Jak mówi Tolhurst: „Ludzie mają dziwne wyobrażenie o The Cure jako o śmiertelnie poważnych gotach siedzących w pokojach, płaczących do siebie przy świecach i dzwoneczkach czy czymś w tym rodzaju… a to wcale nie my.”
„To, co robiliśmy, traktowaliśmy poważnie, ale samych siebie już nie aż tak serio. I myślę, że to jest klucz, bo kiedy zaczynasz wierzyć we własny mit, jesteś w niebezpieczeństwie.”
Na szczęście dla The Cure Robert Smith obrał z zespołem inny kierunek przy singlach takich jak „The Love Cats” i „Inbetween Days”, balansując na cienkiej granicy między ekscentrycznym gitarowym popem a introspektywną, hymniczną muzyką.
Po sukcesie albumu „The Head On The Door” w 1985 roku wytwórnia Fiction postanowiła wydać kompilację singli The Cure zatytułowaną „Standing On A Beach”. Wydawnictwu towarzyszyło ponowne wydanie „Boys Don’t Cry” w kwietniu 1986 roku — z nowo nagranym wokalem Smitha, którego głos dojrzał w ciągu minionych siedmiu lat.
Premiera obejmowała teledysk w reżyserii Tima Pope’a, twórcy pamiętnych klipów m.in. do „The Love Cats” i „Close To Me”, z którego pochodzi kultowe ujęcie Roberta Smitha w formie sylwetki. Zdjęcie wykonane przez Andy’ego Vellę od tamtej pory zdobiło tysiące koszulek i plakatów.
Jedno z niepublikowanych wcześniej ujęć z tej sesji znajdzie się na okładce, mającej się ukazać jeszcze w tym miesiącu reedycji „Boys Don’t Cry”, w ramach której remiks z 1986 roku zostanie po raz pierwszy udostępniony cyfrowo.
W 1986 roku „Boys Don’t Cry” stało się prawdziwym hitem! Utwór dotarł do 22. miejsca brytyjskiej listy singli i odniósł sukces również w Australii, Niemczech, Hiszpanii, Francji i Holandii. „Boys Don’t Cry” to także tytuł filmu z 1999 roku z Hilary Swank w roli głównej.
Dziś piosenka uchodzi za klasyk i obecnie tradycyjnie kończy większość koncertów The Cure. Tak było podczas poprzedniej letniej trasy festiwalowej w 2019 roku.
